Ja i Sabina


Nasze początki

Ceremonia naszych zaślubin odbyła się 17 lipca 1998 roku ale nasza historia zaczęła się dużo, dużo wcześniej...

Poznaliśmy się 24 czerwca 1990 roku ! I jak tu nie wierzyć w miłość od pierwszego wejrzenia? Od tamtej pory trzymały się nas przeróżne głupie pomysły. A to zaczepialiśmy przechodniów pytając czy są gotowi podpisać się własnym imieniem i nazwiskiem pod twierdzeniem, że 2+2=4. (O dziwo jedna sprzątaczka podpisała się pod naszą kartką dopisując: 2-2=4!?), to znowu założyliśmy zespół muzyczny grając podczas Mszy Św. utwory własnej kompozycji w duchu rock i regge.

hipisi

Hippisi

W środowisku byliśmy uznawani za parę hippisów, nie tylko za sposób w jaki ubieraliśmy się ale także za zwariowane pomysły i bardzo optymistyczny sposób podchodzenia do życia. Często jeździliśmy w Tatry i chodziliśmy na różne pielgrzymki.

Indiańska przygoda

Podczas jednej z takich pielgrzymek poznaliśmy "Viktoria" (Pozdrowienia jeśli nas czytasz!), który należy do Polskiego Ruchu Przyjaciół Indian. I tak sie zaczęła nasza indiańska przygoda. Zaprenumerowaliśmy Tawacin, z którego dowiedzieliśmy się, że co roku w Polsce organizowane są indiańskie zloty. Rok później pojechaliśmy na taki zlot, a to co tam przeżyliśmy zaważyło na tym, iż postanowiliśmy w życiu podążać indiańską ścieżką.

Wesele

17 lipca 1998 roku odbyła się nasza ceremonia zaślubin. Ślub cywilny postanowiliśmy wziąć w strojach regionalnych (to znaczy indiańskich). Pani w urzędzie była bardzo zdziwiona ale kiedy za nami na salę wkroczyło kilkunastu "Indian" (i oczywiście "Indianek") chyba nie miała wyboru. Wesele było huczne, a na drugi dzień poprawiliśmy je w indiańskim namiocie (Tipi) i już cała wieś wiedziała, że do Limanowej przyjechali na stałe "Indianie".
zdjecie z wesela

Co robimy obecnie?

No cóż. Oboje skończyliśmy w 1998 roku studia i jesteśmy pedagogami specjalnymi. Po studiach przenieśliśmy się do Limanowej, gdzie mieszkamy z rodzicami. Sabina dostała pracę w Szkole Podstawowej na świetlicy, a mi udało się (po wielu miesiącach bezrobocia) otrzymać pracę w Wyższej Szkole Biznesu w Nowym Sączu. W wolnych chwilach zasiadamy w domowym zaciszu i wyszywamy przy dźwiękach "The Last of Mohicans" lub "Braveheart". Kiedy nadchodzi wiosna wyciągamy z komórki TIPI i rozstawiamy w ogrodzie za domem. Wtedy zjeżdzają się przyjaciele i wspólnie śpiewamy indiańskie pieśni, a potem popijamy piwko i rozmawiamy do białego rana. Oby tak było zawsze...

Powrót na stronę główną