Moje teksty i tłumaczenia


WALKA WRON O PRZETRWANIE W XIX WIEKU

Colin G. Calloway

Jedyne wyjście jakie nam zostało

Pod koniec dziewiętnastowiecznych wojen o Wielkie Równiny, niektóre plemiona: Wrony, Szoszoni, Paunisi walczyły po stronie Stanów Zjednoczonych przeciwko "buntowniczym" Siuksom, Czejenom i Arapaho. Pomimo zwiększenia uwagi motywacjom Indian i wysiłków przekazania "indiańskiej strony zagadnienia", wyjaśnienie tego zjawiska często pozostaje niepełne: "przyjaźnie nastawione plemiona" stanęły po stronie białych przeciw swym "odwiecznym wrogom". Plemiona walczące wraz z białymi uważano za bezwolne pionki na szachownicy, a nawet za zdrajców własnej rasy. W przypadku Wron takie wyjaśnienie nie wystarcza.

W rzeczywistości byli narodem pochłoniętym wojną, walczącym o przetrwanie w bezładnym, zagmatwanym świecie i otoczonym przez łupieżczych sąsiadów żądnych ich terenów. Przymierze plemienia ze stanami Zjednoczonymi było w pełni zrozumiałą strategią, pozwalającą przetrwać i wódz Wiele Dotknięć słusznie twierdził, że było jedynym wyjściem jakie nam zostało. Dowodzi on również, że Wrony nie byli pionkami w starciu między Amerykanami a Siuksami. Prowadzili swą własną gre i sojusz z białymi pozwolił im uniknąć zniszczenia z rąk wrogów.

Podania Wron mówią, że gdy Pierwszy Pracownik stworzył świat dał Wronom mężne serca, umieścił ich w najpiękniejszym kraju i zapowiedział, że zawsze będą musieli bronić go przed wrogami. Wojny wron z pewnością sięgały czasów odleglejszych niż okres zdobywania bogatej doliny Yellowstone, lecz po opanowaniu jej i południowych dopływów tej rzeki w XVIII wieku byli w stanie wojny ze wszystkimi dookoła. Przez blisko 100 lat żyli w ciągłym oblężeniu, prowadząc rozproszonymi grupami wojnę podjazdową przeciwko licznym i potężnym wrogom. Wojna stała się dosłownie sprawą życia i śmierci nie tylko poszczególnych wojowników ale i całego społeczeństwa. Była mówiąc słowami Roberta H. Lowie'go nie sprawą klasy czy nawet płci męskiej, ale całej zbiorowości, od kołyski do mogiły.

Europejski napór na tubylcza Amerykę Północną wyzwolił nowe siły, które wstrząsnęły Równinami. Konie i broń palna zrewolucjonizowały wojny toczone przez czerwonoskórych. Międzyplemienne współzawodnictwo o dostęp do europejskich towarów nabywanych w handlu powiększyło je i spotęgowało. Starcia między plemionami traktowano już jako cos stałego, a nie przypadkowego, zaś sama wojna i wyprawy po konie stały się nieodłączną częścią nowego ustroju gospodarczego jaki wytworzył się na Równinach. Zrytualizowane pojedynki toczone pieszo między szeregami wojowników odzianych w prymitywne pancerze i broń z epoki kamiennej zaczęły odchodzić w przeszłość; zwycięstwa stały się teraz udziałem znakomicie uzbrojonych i niezwykle ruchliwych jeźdźców, którzy uderzali szybko z niszczycielskim skutkiem wykorzystując nowe nabyte możliwości. Plemiona rzadko decydowały się na scentralizowaną strategię podboju, lecz przeprowadzały działania wojenne przeciw sąsiadom i w wirze zmian, w których konie i karabiny stanowiły klucz do przetrwania, uczyniły wojnę sprawa kluczową dla swych kultur.

Wojownicy Wron udawali się na tak dalekie wyprawy, że często mawiali mieliśmy poobijane tyłki. Pod koniec lat dwudziestych XIX wieku zwalczali Kiowów i Komanczów, a wtedy plemiona te żyły daleko na południu, zaś wojownicy prowadzeni przez Tego Co Zwija Swój Ogon przez dwa i pól roku przebywali na wyprawie, docierając aż na pustynne tereny Apaczów. Niemniej Wrony, by znaleźć wrogów, rzadko musieli podróżować. Jak wspominał Wiele Dotknięć: wszystkie plemiona były przeciwko nam Czarne Stopy na północy i zachodzie, Czejenowie i Siuksowie na wschodzie, Szoszoni i Arapaho na południu, a oprócz nich często walczyliśmy z Płaskogłowymi, Assinibionami i Włochatymi Nosami [Wielkie Brzuchy z prerii czyli Atsina]. Wojna była dla nich czymś zasadniczym, pochłaniała ich całkowicie gdyż zagrażała całemu społeczeństwu. Nasilenie walk międzyplemiennych w XIX wieku sprawiło, że biali obserwatorzy zwątpili w możliwość przetrwania Wron w obliczu ciągłych i wzrastających strat i często przepowiadali rychłe wytępienie plemienia.
Zgodnie z tradycją. Wrony oddzielili się od swych pobratymców Hidatsów po kłótni jaka wywiązała się między nimi na polowaniu i legendarny wódz imieniem Bez Wnętrzności, powiódł swych ludzi ku równinom na zachód w dzisiejszej Montanie. Data i szczegóły tych wydarzeń nie są zbyt jasne, lecz zdaje się, że rozłam trwał przez kilka pokoleń i dokonał się ostatecznie chyba w połowie XVIII wieku. Niektóre źródła datują podział plemienia na Wrony Górskie i Rzeczne na wiek dziewiętnasty, lecz większość sądzi, że rację ma podanie Hidatsów mówiące, że Wrony rozbili się na dwie grupy, zanim przybyli nad Missouri. Górskie Wrony mogli być na północno zachodnich Równinach już na dwieście lat przed Wronami Rzecznymi. Plemię stanowiło więc sojusz grup. Wrony Górskie, Wrony Rzeczne i trzeci odłam Kopnięci w Brzuchy zwalczali wspólnych wrogów, lecz we własnych sprawach cieszyli się znaczną autonomią.

Ziemie, na które przenieśli się Wrony nie byty puste. Węże czyli Szoszoni wciąż stanowili zagrożenie na północnych Równinach w połowie XIX wieku, a grupy Kiowów i Komanczów nadal przemierzały te tereny. Jednak ataki Czarnych Stóp, niedawno zaopatrzonych w broń palną, rosnący nacisk ze strony Wron, Arapaho i Atsina oraz epidemia czarnej ospy, która przewaliła się przez Równiny w latach 1780-81 położyła kres potędze Szoszonów i zepchnęła to plemię z Równin. Wrony wraz z innymi plemionami, wyparli północnych Komanczów na południe, poza rzekę Platte na tereny, które im odpowiadały z racji łatwego dostępu do stad koni na Południowym Zachodzie. Kiedy odeszli Szoszoni i Komancze, Wrony przenieśli się do kraju nad rzekami Bighorn i Yellowstone, stając się panami najbogatszych ziem na północnych Równinach. Następne sto lat wystawiło na ciężką próbę ich zdolność utrzymywania wywalczonych terenów, szczególnie kiedy zmniejszające się gdzie indziej źródła utrzymania i zwiększający się nacisk sprawiły, że inne ludy spoglądały chciwym wzrokiem na ich ziemie.

Wódz Wron Arapooish czyli Zgniły Brzuch chwalił się. że nie ma drugiego takiego kraju jak kraj Wron i podróżni zgadzali się, że był on "rajem myśliwych". Istotnie, stada bizonów nigdy stąd nie odeszły, aż wytępiono je pod koniec XIX wieku. Nieszczęściem dla Wron, owe stada stanowiły też magnes dla plemion szukających bogatszych, niż swoje terenów myśliwskich. Zanikanie bizonów w XIX wieku następowało w różnym natężeniu w różnych częściach Równin, popychając plemiona do zwiększonej rywalizacji o kurczące się zasoby. Niezmiennie bogaty zwierzostan kraju Wron gwarantował, że z każdym sezonem łowieckim stawał się on polem bitewnym dla coraz bardziej zdesperowanych myśliwych i wojowników. Polowanie na bizony i przemierzanie wrogich terenów ułatwiało nabycie koni. Swe pierwsze wierzchowce Wrony pozyskali prawdopodobnie od Szoszonów lub Komanczów, gdzieś między 1730 a 1760 rokiem. Na początku XIX wieku byli już znakomitymi jeźdźcami zaprawianymi do jazdy od wczesnego dzieciństwa, zdaniem obserwatorów, najlepszymi na świecie. Plemię zasłynęło z posiadania niezliczonych stad. Słowo "wojna" utożsamiano stopniowo ze słowami "wyprawa po konie". Wojownicy spodziewający się wrócić konno wyruszali pieszo kraść konie aż po środkowy bieg Missouri i poza Dział Kontynentalny. Opowiadali oni handlarzowi z Towarzystwa PółnocnoZachodniego (North West Company), Antoine Larocque'owi, że siedząc na koniu byli nie do pokonania, lecz pieszo nie mieli szans w walce z innymi plemionami nie posiadającymi wierzchowców. W 1870 roku porucznik James H. Bradley podejrzewał, że za zapewnieniami Wron, będących jego zwiadowcami, o zwalczaniu Siuksów za wszelką cenę, kryje się jedynie chęć zagarnięcia rumaków wrogów, jednak dla Wron zdobycie koni Siuksów stanowiło spełnienie obietnicy. To byli ci sami zwiadowcy, którzy płakali w pohańbieniu i przysięgali zemstę Siuksom, na rzecz których stracili swe wierzchowce i którzy odmówili walki pieszo mówiąc, że czasy kiedy walczono w ten sposób, odeszły do przeszłości.

Handlarze Wron zapewnili sobie zyskowną pozycję w rozprowadzaniu koni na Równinach; pozwalała im ona nabywać europejskie towary w wioskach Mandanów i Hidatsów nad górną Missouri. Plemię, gdy tylko otrzymało swe pierwsze konie, zajęło się regularnym handlem. Edwin Denig podaje, ze zbierało się ono W jednym miejscu każdego lata, a potem ruszało przez Góry Skaliste nabywać konie od Płaskogłowych (Flathead) Przekłutych (Nez Perce) i Szoszonów. Później Wrony pędzili je na wschód, nad Missouri i wymieniali na karabiny, amunicję, siekiery, narzędzia i tytoń, które ich pobratymcy Hidatsa nabywali od brytyjskich kupców. Wrony nie mieli w zasadzie innego sposobu na pozyskiwanie niezbędnych do życia europejskich dóbr, w tym strzelb. To co otrzymywali od Hiszpanów z południa, nie zaspokajało ich potrzeb. Kupcy plemienia zapewnili sobie piękne dochody dzięki koniom, które sprzedawali w wioskach nad Missouri i w 1800 roku pośredniczyli w handlu między Płaskogłowymi i Szoszonami a Mandanami i Hidatsa, zazdrośnie strzegąc swej pozycji. Kiedy Antoine Larocque postanowił udać się z nimi znad Missouri do ich obozów, odnieśli się do tej propozycji z mieszanymi uczuciami. Ten jednak wiedział, że Wrony pilnie potrzebują bezpośredniego dostępu do broni palnej i oświadczył im, że wie w jak żałosnym stanie(!) się znajdują i nie maja się czym bronić, lecz to powinno się skończyć, gdy zostaną dzielnymi myśliwymi. Chęć otrzymania strzelb przemogła i Larocque udał się z Wronami do ich ojczyzny.

Rola Wron Jako kupców i pośredników rozstrzygnęła o obronie ich ziem przed konnymi i uzbrojonymi w strzelby wrogami. Parcie Siuksów na zachód na początku XIX wieku zagroziło ich gospodarczej pozycji. Kiedy grupy Tetonów zajęły Czarne Wzgórza (Black Hills) tereny nad nęka Prochową (Powder River), Wronom ciężko było przedostać się do wiosek Mandanów i Hidatsów, gdyż wojenne zagony wrogów napadały na kupców zdążających nad Missouri. Ich kłopoty zmniejszyły się nieco, gdy Amerykańskie Towarzystwo Futrzarskie (Amertcan Fur Company) założyło dla nich placówki handlowe nad Yellowstone, ale Wrony i tak często wyruszali na handel do wiosek nad Missouri, co trwało aż po czasy gdy osiedli w rezerwatach.

Pomimo a może wręcz przeciwnie, właśnie z powodu swych niezliczonych stad koni, dogodnej roli pośredników handlowych i terenów pełnych zwierzyny, Wrony znajdowali się na nader niebezpiecznej pozycji. O charakterze międzyplemiennych stosunków na północnych Równinach decydowały cztery sojusze: konfederacji Czarnych Stóp, Assinibolnów i Kri, Mandanów i Hidatsów oraz Siuksów, Czejenów i Arapahów. Wrogowie otaczali Wrony ze wszystkich stron i wojownicy coraz częściej musieli ruszać na wyprawy. Plemię nie dysponowało wielkimi rezerwami ludzkimi, aby przez długi czas sprostać warunkom totalnej wojny. Kiedy zajęło tereny nad Yellowstone, liczyło prawdopodobnie osiem tysięcy ludzi, lecz wznawiane raz po raz wojny oraz epidemie robiły swoje i większość dziewiętnastowiecznych kronikarzy oceniało ich liczbę na cztery pięć tysięcy, w tym nie więcej niż tysiąc dwustu wojowników. Dysponując tak nieliczną siłą zbrojną Wrony znaleźli się między dwoma największymi tubylczymi potęgami na północnych Równinach.
Ideał wojownika wymagał, by młodzież oswoiła się ze śmiercią i oddawała życie, gdy zachodziła taka konieczność. Młodzieńcom Wron mówiono, że tylko niebo i ziemia trwają wiecznie i że podeszły wiek jest "rzeczą złą", zaś Szalone Psy Pragnące Umrzeć czyli ci, którzy zobowiązywali się szukać śmierci na polu walki cieszyli się szczególnymi przywilejami i szacunkiem, dzięki temu co mogło przynieść kres ich życiu. Niemniej warunki demograficzne wymagały by wojownicy Wron unikali śmierci za wszelką cenę. Wrony modlili ale o zabijanie wrogów bez strat własnych, pilnie starając się o to na wyprawach. Śmierci jakiegoś wojownika towarzyszyły ogromny ból l żałoba. Plemię stale adoptowało wzięte do niewoli kobiety i dzieci, by powetować poniesione na wojnie straty.

Wrony musieli walczyć o przetrwanie w świecie wędrówek, podbojów, zmniejszania i niszczenia zasobów naturalnych, a "nowa" wojna, jaka powstała na Równinach miała na celu realizację niezwykle ważnych celów gospodarczych i militarnych. Jednak uświęcone tradycją społeczno religijne elementy kultury wojennej trwały i podtrzymywały plemię na duchu. To, że coraz więcej wojowników ginęło w bitwach, w żadnej mierze nie pomniejszało szacunku dla snów i magli wojennej; raczej wzmagało wysiłki do szukania pomocy sił duchowych i do ściślejszego przestrzegania nakazów religijnych. Śmierć w walce wskazywała na fakt. że duch opiekuńczy zabitego nie był wystarczająco mocny, albo że ofiara nie podtrzymywała pełnego szacunku związku w swym opiekunem, zachowując się niewłaściwie. Wojownicy korzystali z mocy danej im w snach dzięki pieśniom i świętym przedmiotom, nosili tarcze dające im raczej duchowe aniżeli fizyczne zabezpieczenie, gromadzili i strzegli świętych zawiniątek, które skupiały w sobie uświęconą moc.
Dawna broń i tarcze pozostały nieodłączną częścią ekwipunku wojownika na długo po tym, jak karabiny zajęły ich miejsce w ściśle militarnym znaczeniu. Związki wojowników stały się osią życia Wron ukierunkowując ducha współzawodnictwa mężczyzn i prowadząc do międzyplemiennej rywalizacji w brawurowych wyczynach, a nosiciele lasek dotknięć, którzy ślubowali, że raczej poniosą śmierć aniżeli ustąpią, dążyli do symbolicznego zwycięstwa nad wrogiem, nawet gdy plemię z trudem dawało sobie radę w świecie pełnym napięć i niebezpieczeństw. Bitwy były zarówno starciem wrogich sobie tajemniczych mocy, jak i starciem samych wojowników, zaś biali słabo zdający sobie sprawę z istoty rzeczy, postrzegali międzyplemienne bitwy jako drobne hałaśliwe potyczki, gdyż pojmowali wojnę tylko w fizycznym rozumieniu strat i zdobytych bądź utraconych pozycji. Jednakże kupiec Wanen Ferris właściwie pojął związek między odwagą okazywaną przez wojownika Wron a zaufaniem. jakim darzył swoją moc wojenną, mówiąc: nadzwyczaj przesądni, przystrojeni skórami ptaków, małymi zwierzątkami czy innymi drobiazgami posiadającymi moc, w skuteczność których wierzą głęboko. Szarżują nieustraszenie na wrogów w pełnym przekonaniu, że ich wojenna moc pokona każde niebezpieczeństwo i ochroni przed nieszczęściem.

Lecz Wronom trzeba było czegoś więcej poza mocą wojenną, aby wytrzymać potężny nacisk w kotle, jaki się wytworzył na północnych Równinach, gdzie wojna była czymś tak naturalnym jak powietrze. Nie popełnimy błędu mówiąc, że Wrony toczyli ją zarówno z konfederacją Czarnych Stóp, jak i z Siuksami i ich sprzymierzeńcami, i że wojna ta trwała ciągle. Czarne Stopy władali rozległym obszarem rozciągającym się od Saskatchewan po Yellowstone, zyskując sobie sławę Izmaelitów terroryzujących tak Indian, jak i białych. Washington Irving określił ich wrogość wobec Wron ukochanym przykazaniem religijnym. Zaopatrzeni w strzelby przez angielskich kupców, skutecznie blokowali do nich dostęp innym plemionom, najeżdżając Szoszonów, Płaskogłowych i Kutenajów, wdzierali się na południe, wypierając Wrony znad Yellowstone. Handlarz Alexander Henry Młodszy donosił, że Wrony są jedynym narodem, który odważa się czasami ruszać na północ w poszukiwaniu niewolników, lecz prawdę mówiąc, byli całkowicie pochłonięci obroną przed Czarnymi Stopami i czasem biali kupcy i inni Indianie walczyli u Ich boku przeciw tym rozbójnikom północnozachodnich Równin. W 1808 roku traper Jolin Colter wziął udział w tytanicznym starciu miedzy Czarnymi Stopami a Wronami i Płaskogłowymi po którym całymi latami bieliły się kości na prerii.

W 1826 roku Wrony zaczęli wreszcie odnosić pierwsze sukcesy, kiedy Kri, którzy ponieśli ciężką kieskę z rąk Czarnych Stóp, zawarli z nimi przymierze. Ich wyprawy ruszyły przeciw Pieganom, Krwawym (Blood), Czarnym Stopom i Atsinom, odnosząc szereg zwycięstw, które wypchnęły wrogów daleko na północ poza Edmonton House placówkę założoną przez Towarzystwo Zatoki Hudsona (Hudson's Bay Company). Edwin Denig pozostawił opis największego zwycięstwa, które wódz Zgniły Brzuch odniósł w wiosce Czarnych Stóp w dolinie rzeki Skorupiaka (Musseishel River). Prowadził swój obóz pozorując odwrót a w rzeczywistości okrążał wroga. Kiedy Czarne Stopy wyciągnęli się w długiego węża, ruszając w pochód, poprzecinał go na kawałki, zabijając blisko setkę mężczyzn, biorąc w niewolę dwieście trzydzieści kobiet z dziećmi i zagarniając pięć tysięcy koni. Inna grupa Czarnych Stóp padła ofiarą Wron, gdy latem 1832 roku wracała do domu doliną rzeki Wiatru (Wind River). Na nieszczęście dla Wron, powstanie sieci amerykańskich faktorii nad Missouri i otwarcie ich handlu z Czarnymi Stopami pozwoliło temu plemieniu w latach trzydziestych odzyskać dawny wigor. Co więcej, wzrastający napór ze strony Siuksów sprawiał, że Wrony z mniejszą energią mogli przeciwstawiać się północnym wrogom. Pokój zawarty przez Wrony i Czarne Stopy w forcie Union w 1832 roku przetrwał tylko dwa lala. W 1834 Wrony odniosły pyrrusowe zwycięstwo nad tym plemieniem, lecz w bitwie stoczonej w tym samym roku stracili swego wojennego wodza Zgniłego Brzucha. Czarne Stopy w 1837 roku zostali zdziesiątkowani przez czarna ospę, a w osiem lat później Wrony zadali im śmiertelny cios niszcząc Małe Płaszcze, odłam Pieganów. Pierre Jean de Smet podawał, że Wrony zmasakrowali całą tę grupę uprowadzając w niewolę sto sześćdziesiąt kobiet i dzieci. Jednak resztki Małych Płaszczy ocalały. Radość z odniesionego zwycięstwa rychło jednak przeszła w żałobę gdyż Pieganowie chorowali na szkarlatynę, która prędko rozeszła się po obozach Wron.

Ataki Czarnych Stóp trwały i w październiku 1854 roku Alfred Vaugha, indiański agent z fortu Pierre, zauważył, że rzadko mija dzień, by kraju Wron nie nawiedziła jakaś wyprawa Czarnych Stóp mordująca wszystkich, którzy trafiają w ich ręce. Sytuacja stała się na tyle ciężka, że Wrony musieli obywać się bez towarów, które przyznał im traktatem rząd Stanów Zjednoczonych, gdyż drogę do nich blokowali im wrogowie. Mocą układu zawartego pod wpływem gubernatora Terytorium Oregonu, Izaaka Stevensa, przedstawiciele Czarnych Stóp, Wron, Atsinów, Przekłutych Nosów, Kalispel i Kutenajów postanowili zaprzestać walk i wypadów na tereny myśliwskie sąsiadów, a rzeka Skorupiaka stała się granicą między Wronami i Czarnymi Stopami. Ten kruchy pokój utrzymał się także tylko dwa lata. Zasadniczy zwrot w układzie sił na północnych Równinach nastąpił w 1861 roku, kiedy Atsina czyli Wielkie Brzuchy porzucili Czarne Stopy i ponownie złączyli się z Wronami. Sojusz ten wzmocnili górni Assiniboinowie. Jednak późnym latem 1866 roku Pieganowie zadali druzgoczącą klęskę połączonym Wronom i Atsinom, zabijając ich trzystu w starciu, które okazało się największą bitwą między tymi plemionami. Epidemia czarnej ospy w 1867 roku położyła na zawsze kres potędze Czarnych Stóp, choć sporadyczne potyczki miedzy nimi a Wronami trwały aż do 1887 roku.

Największe i niemal nieustające niebezpieczeństwo groziło Wronom ze wschodu. Zachodni Siuksowie przekroczyli Missouri i w swoim marszu w głąb Równin usunęli ze swej drogi słabsze plemiona, na pięćdziesiąt lat zostając panami środkowych Równin. Wojenna wyprawa Oglalów, która dotarta do Czarnych Wzgórz w 1775 roku stanowiła czołówki pochodu, który w końcu wypchnął Wrony i Kiowów z tych stron, a Tetonowie toczący walki z Wronami już wtedy, gdy Lewis i Clark wyprawili się na Zachód. Siuksowie podjęli wysiłek oczyszczenia Równin miedzy Missouri a Czarnymi Wzgórzami z mieszkających tam plemion i zamknięcia zachodnim kupcom, takim jak Wrony dostępu do wiosek nad Missouri. Wraz ze sprzymierzonymi Północnymi Czejenami i Arapaho zaczęli wypierać Wrony z Czarnych Wzgórz i gdzieś około 1800 roku myśliwi tych ostatnich zaczęli się opierać już o zachodni brzeg rzeki Prochowej. Jak podaje zimowy kalendarz Siuksów z 1801 roku, wojownicy Oglala, Brule, Minniconjou i Bez Łuków (Sans Arc) wsparci przez nielicznych Czejenów udali się na potężna wyprawę do kraju Wron, gdzie zaskoczyli i zniszczyli wioskę liczącą około trzydziestu namiotów.

W 1819 lub 1820 roku Wrony wybili do nogi wyprawa czejeńskich wojowników ze związku Napiętej Cięciwy czy też Krzywej Lancy w walce nad Języczną Rzeką (Tongue River). Czejenowie posłali więc wojenną fajkę do sprzymierzonych Oglalów, zapraszając ich do udziału w wyprawie odwetowej. Gromady Siuksów i Czejenów ruszyły na tereny Wron i zaskoczyły wioskę stu namiotów w chwili, gdy większość wojowników była nieobecna i wzięły do niewoli kobiety z dziećmi żeby je przyjąć do swych plemion. Ta klęska sprawiła, że Wrony cofnęli się jeszcze dalej i pozwolili Siuksom zagarnąć wschodni Wyoming.
Wrony nie byli w stanie utrzymać swych ziem nad rzeką Prochową, ale też nie pozwolili na ich zajęcie. Przez wiele lat tereny te były czymś w rodzaju ziemi niczyjej między walczącymi plemionami i Wrony stawiali długi, krwawy opór wdzierającym się tam Siuksom. Systematyczne walki między nimi a Siuksami, Czejenami i Arapaho opisywano jako "ciągłe" i toczące się "od niepamiętnych czasów". Kroniki Tetonów przez cale lata nazywają Wrony znakomitymi przeciwnikami, zaś miano, jakie ci nadali Siuksom brzmiało "Odcinający Nasze Głowy" i w języku znaków wyrażało się przeciąganiem dłoni po gardle.
W połowie lat trzydziestych XIX wieku minęło pięćdziesięciolecie walk Wron ze Siuksami. Epidemia czarnej ospy, jaka rozszalała się w 1837 roku wśród Mandanów, Hidatsów i Arikarów usunęła Siuksom ostatnią przeszkodę nad górną Missouri w ich parciu na zachód i w miarę jak bizony zaczęły zanikać, zwrócili uwagę na bogaty w zwierzynę kraj i stada koni Wron mogące zaspokoić potrzeby ich ciągle rozrastającego się narodu. Wydaje się, że wraz z Czejenami rozważali możliwość zupełnego wytępienia Wron. Ci, cierpiący od potwornej epidemii, zaczęli się rozglądać za jakąś pomocą w obliczu grożącej katastrofy.
Sojusze, będące z grubsza biorąc współpracą dla wspólnych celów, stanowiły część strategii niezbędnej w zmieniającej się sytuacji, więc dyplomacja międzyplemienna starała się o zawieszenie działań wojennych na rzecz prowadzenia handlu. Rozejmy i przyjazne wizyty zdarzały się nawet i u Czarnych Stóp. Zmieniający się układ sił na północnych Równinach przesądzał czasem o sojuszu wczorajszych wrogów w obliczu groźniejszego niebezpieczeństwa. Zanim ostatnie grupy Kiowów wycofały się z Czarnych Wzgórz, wraz z Wronami wspólnie stawiały czoła wdzierającym się tam Siuksom i Czejenom. Po wyparciu Szoszonów znad Yellowstone przez Wrony, stosunki między obydwoma plemionami cechowały regularny handel, wzajemne porywanie sobie koni, liczne rozejmy i okresowe sojusze przeciwko Czarnym Stopom. Starcia między nimi osiągnęły swe apogeum w bitwie koło Szczytu Wroniego Serca (Crowheart Butle) pod koniec 1858 lub na początku 1859 roku. Czterodniowa walka jak mówi legenda skończyła się, gdy wódz Szoszonów, Washakie, zabił w pojedynku przywódcę Wron, Wielkiego Zbójcę i zjadł serce swego walecznego przeciwnika. Bitwa ta położyła kres roszczeniom Wron wobec szoszońskich terenów myśliwskich i w końcu, w 1876 roku oba plemiona zawarły trwały pokój.

Stosunki Wron z trzema plemionami znad Missouri były zazwyczaj przyjazne, choć znane są też wrogie wystąpienia; w 1804 roku Wrony walczyli z. Arikarami. Z Assiniboinami na przemian prowadzili wojnę i zawierali pokój. W lecie 1817 roku jak podaje porucznik James H. Bradley, historyk-amator z Pierwszego Pułku Piechoty, ponad tysiąc Assiniboinów wyruszyło pieszo na wyprawę przeciwko nim. Wojownicy Wron zadali im taką klęskę, że tylko niedobitki wróciły do domu. Odtąd Assiniboinowie darzyli Wrony odpowiednim szacunkiem i ograniczali się jedynie do porywania im koni. Edwin Denig mówił, że oba plemiona walczyły ze sobą do 1844 roku, kiedy to zawarły pokój i stały się wiernymi przyjaciółmi. Zagrożenie ze strony Czarnych Stóp zmusiło oba narody do sojuszu, gdyż żaden z nich nie mógł mu sprostać w pojedynkę. Wrony handlowali, a czasem walczyli tak z Płaskogłowymi, jak i z Przekłutymi Nosami. Te plemiona z międzygórza zaopatrywały ich w konie i Wrony czasami kradli im stada. Ze swej strony Płaskogłowi i Przekłute Nosy przechodzili góry, żeby zapolować na bizony i Wrony od razu ich napadali. Wśród Wron i Przekłutych Nosów przetrwała tradycja o przyjaznych kontaktach handlowych i małe wyprawy tych ostatnich przychodziły z pomocą Wronom z najwyższym trudem broniącym się przed Siuksami. Nie można jednak tego układu uznać za absolutnie trwały: w 1872 roku między obydwoma plemionami doszło omal do wojny, zaś w pięć lat później wojownicy Wron służyli jako zwiadowcy w armii amerykańskiej podczas słynnego pościgu za Przekłutymi Nosami prowadzonymi przez Zwierciadło i Józefa. Wielu Wron nie przystało jednak na propozycję zwalczenia dawnych przyjaciół i plemię darzyło Przekłute Nosy i Płaskogłowych należnym im szacunkiem. Wiele Dotknięć mawiał, że Płaskogłowi ustępują odwagą tylko Czejenom: Płaskogłowy nie ucieknie. Upuszcza swój płaszcz (tzn. umiera) tam gdzie stoi.

Jak na ironie Wrony zyskali sobie głównego sojusznika nie wśród innych ludów indiańskich, podobnie jak i oni wypieranych ze swych terenów, lecz w nowej szybko rosnącej potędze, która zapoczątkowała tyle chaotycznych zmian na Równinach. Od samego początku Wrony zachowywali się przyjaźnie wobec białych. Kupcy i podróżnicy wprawdzie stale skarżyli się, że Wrony to kłamcy i złodzieje i że traktują białych z pogarda, lecz z reguły nie napadali na nich ani nie zabijali. W 1825 Wrony podpisali układ pokojowy ze Stanami Zjednoczonymi lecz przez długie lata Amerykanie nie byli w stanie dać im żadnej pomocy. Traktatem w forcie Laramie w 1851 roku plamiona północnych Równin zobowiązały się powstrzymywać się od walk z sąsiadami i szanować ustalone granice międzyplemienne. Układ nie odzwierciedlał jednak faktycznej sytuacji istniejącej na tych terenach. Półwieczny pochód Siuksów na zachód uczynił dorzecze Yellowstone terenem neutralnym i mimo zawartego traktatu spoglądali oni nadal na ziemie Wron. Pokój miedzy Wronami a Minniconjou mógł trwać przez kilka lat lecz już Hunkpapa podczas obrad dali jasno do zrozumienia, że nie maja zamiaru zakończyć walk z Wronami i wyprawy północnych Tetonów nadal przechodziły Yellowstone i Rzeke Prochową. Traktat z Laramie wkrótce zupełnie przestał obowiązywać. W 1853 roku wyprawa Siuksów Yanktonai wycięła w pień grupę trzydziestu pięciu mężczyzn, kobiet i dzieci Wron. Najwidoczniej nie zdawali sobie oni sprawy z niebezpieczeństwa, gdyż znajdowali się na zagwarantowanym im w traktacie terytorium.

Tereny Wron tak często nawiedzały wyprawy wrogich wojowników, że handlarze bali się tam zapuszczać. Amerykańskie towarzystwo Futrzarskie zlikwidowało swe placówki, wiec nie mogli od swych agentów pobierać przyznanych im towarów. Izolacja ta połączona z błędną polityką rządu pozbawiła plemię przydziałów w tym samym czasie gdy siało ono w obliczu największego niebezpieczeństwa, zaś Siuksowie regularnie pobierali strzelby i amunicję. Wrony zdobyli się na twardy opór. W 1858 roku agent Thomas Twiss rezydujący w agencji nad górną Platte, prosił o wystawienie tam garnizonu wojska dla ochrony jego Siuksów, Czejenów i Arapaho przed atakami Wron . Jednak stały nacisk robił swoje. Na początku lat sześćdziesiątych Wrony wędrowali po górach na zachodzie, gdyż Siuksowie wyparli ich poza Yellowstone i rzadko odważali się wracać na stare tereny myśliwskie. W 1865 roku mówiono, ze z rąk Siuksów stracili jedna trzecią ludzi i większość koni, wędrując cały czas aby uniknąć oddziałów wrogów i tropić bizony dające życie.

Najazdy zelżały podczas tak zwanej wojny Czerwonej Chmury w latach 1866-1867 kiedy Siuksowie skupili wysiłki w celu zamknięcia szlaku Bozemana. Na naradzie zwołanej w lipcu 1866 roku w forcie Phil Kearney zapytano wodzów Czejenów dlaczego żądają ziem Wron. Odpowiedzieli w te słowa:
Zabraliśmy tereny myśliwskie Wron, gdyż były najlepsze. Biały człowiek podąża znad wielkich wód, więc potrzebujemy więcej miejsca. Zwalczmy Wrony gdyż nie chcieli się zadowolić połową swych ziem i oddać nam reszty.
Wojownicy Wron ofiarowali będącemu w ciężkich opałach wojsku Sianów Zjednoczonych pomoc przeciw wspólnym wrogom, lecz zwycięstwo Siuksów i opuszczenie C.F. Smith, Phil Kearney i Reno raz jeszcze zostawiło ich na pastwę bezwzględnych wrogów. Zdaje się, że do zwyczaju Siuksów weszło, po ukończeniu dorocznych uroczystości Tańca Słońca, na których zbierało się całe plemię, wyruszać na wielką wyprawę przeciwko Wronom.
Na początku lat siedemdziesiątych Wrony mieszkali w swoim rezerwacie, po części wypełniając warunki układu zawartego w forcie Laramie w 1868 roku, ale głównie z obawy przed Siuksami. Liczne i znakomicie uzbrojone wyprawy tych ostatnich regularnie najeżdżały rezerwat ściągając skalpy i odpędzając stada. W 1870 roku przywódcy Wron przemawiali do agenta:
Spójrz na nasz kraj i na naszych wrogów. Otaczają nas ze wszystkich stron. Siuksowie, Czarne Stopy, Czejenowie, Arapaho, Płaskogłowi wszyscy chcą naszych ziem i zabijają nas kiedy chcą. Nie mamy przyjaciół wśród Indian. Oprócz Bannoków, a ci są od nas daleko. Gdy ostatnim razem walczyliśmy z Siuksami ich bagaże pełne były mąki danej im przez naszego Wielkiego Ojca, a co gorsza mieli mnóstwo znakomitych strzelb i amunicji, a także koni, które biali pozwalają im kraść... Jeśli Wielki Ojciec nie utrzyma naszych wrogów z dala od naszego kraju niech da nam broń, abyśmy mogli ich zabić, gdy tutaj przyjdą.
Kolejni agenci zdawali sobie sprawę ze słuszności żądań Wron i prosili o broń palną, dopóki Siuksowie i inne plemiona nie zostaną zmuszone do osiedlenia się w swych rezerwatach. Powtarzali ciągle o niemożności nakłonienia Wron do uprawy ziemi, lecz ci odpowiadali, że trudno im się osiedlić w sytuacji gdy ich najżyźniejsze ziemie zajmują wrogowie, którzy nękają ich napadami i przepędzają z miejsca na miejsce.

Zdecydowanie ustępując Siuksom liczbą ludzi i kurhanów, Wrony kazali im jednak długo płacić za najazdy. Do walnej bitwy miedzy obydwoma plemionami doszło w końcu 1873 roku u ujścia potoku Pryor, wpadającego do Yellowstone od południa. Squaw man Thomas Letorge podaje, że w starciu brało udział ponad dwa tysiące Wron wspomaganych przez dwustu wojowników Przekłutych Nosów. William White, żołnierz Drugiego Pułku Kawalerii, który poślubił Indiankę z plemienia Wron przedstawił mniej dramatyczną wersję wydarzeń na zwykły sposób białych pojmując walkę wojennych mocy Indian, które odgrywały tak istotną rolę w każdym takim spotkaniu. White oświadczył, że Wrony stracili ośmiu lub dziewięciu wojowników lecz utrzymali pole bitwy po kilku godzinach charakterystycznej indiańskiej walki wyzwisk, popisów młodzieży, ataków i odwrotów podczas których rzadko ścielił się trup.

Choć rząd nigdy nie posłuchał rad, by dać wronom bron do walki z Siuksami najmował ich jako zwiadowców i kurierów, wykorzystując odwieczna wrogość miedzy plemionami żeby zapewnić sobie ich pomoc. Agent Wron Dexter Clapp tak zachęcał do walki swych podopiecznych: Niedawno żony poległych stanęły przed wodzami nagie i broczące z ran zadanych sobie z żalu błagając o zemstę. Kilku młodzieńców obiecało ich pomścić, aby mogły pomalować się na czarno i skończyć żałobę. Teraz jest czas dokonać zemsty. Dwudziestu trzech wojowników i dwóch squaw men (Jednym byt Leforge) zaciągnęło się jako zwiadowcy, każdy złożył na ostrzu noża przysięgę wierności i założył na ramię czerwona opaskę, żeby się odróżniać od wrogów.

Tajemnicza Wrona, Wiele Dotknięć i inni wraz z Szoszonami Washakie'ego walczyli u boku generała George'a Cooka w bitwie nad rzeką Rosebud 17 czerwca 1876 roku. Jednak sławę przyniosła im bitwa nad Littie Bighorn, w której osiem dni później zginął George Armstrong Custer, a którą zdaniem Wron stoczono na terenie ich rezerwatu, nawiedzonego coroczną inwazją Siuksów. Towarzyszyli też generałowi Nelsonowi Milesowi w kampanii przeciw Siuksom i Bannokom, a niektórzy ścigali Przekłute Nosy w 1877 roku. W tym samym roku miało miejsce wydarzenie, które przekonało wszystkich, że Wrony sami wybierają sobie przyjaciół i wrogów. Działający na ich terenach generał George Buell bał się, że Wrony mogą napaść na jego zwiadowców Siuksów i Arapaho. Zarządził zatem pokojowe zebranie przywódców Wron ze zwiadowcami, na którym wymieniono uścisk dłoni. Niezbyt chętni do tego Wrony po podaniu ręki uderzali lekko laską dotknięć każdego z odwiecznych wrogów. Zwiadowcy Buella zrozumieli aluzję i czym prędzej opuścili te okolice.
Po 1876 roku po uwięzieniu, śmierci czy też zamordowaniu wodzów Siuksów, międzyplemienne walki osłabły. Jednak duch wojenny Wron żył nadal i wojownicy z trudem wyzbywali się starych zwyczajów i wartości nabytych od pokoleń w toku prowadzonych wojen. Pod koniec lat siedemdziesiątych Wrony nazywano "najdzikszymi" Indianami Równin, jak najdalej stroniącymi od "cywilizacji". Ich agent podkreślał fakt, że nie można się zbyt wiele spodziewać po plemieniu, które stale prowadzi wojnę i posiada mnóstwo zwierzyny na rozległych terenach myśliwskich. Wiedząc nawet, że znajdują się u progu nowego życia, do którego trzeba się będzie przystosować, wojownicy Wron z tęsknotą patrzyli wstecz, ku dawnym czasom:
Nie ustają w rozpamiętywaniu dawnych szczęśliwych dni i walecznych czynów w minionych czasach, gdy nadejście białych nie położyło kresu ich wędrówkom. Jak najdroższy skarb strzegą swych przesadów i legend przeszłości, przekazując je wiernie młodym pokoleniom. Z najwyższa niechęcią odchodzą od obyczajów przodków.

W 1887 roku młody szaman imieniem Nosiciel Szabli zainspirowany potężną wizją rzucił wyzwanie rządowi amerykańskiemu w krótkiej i dramatycznej próbie przywrócenia dawnego życia. Wojsko zjawiło się jednak natychmiast, zabijając Nosiciela Szabli i tłumiąc "powstanie", co położyło kres nadziejom jego zwolenników. Wrony zostali zmuszeni do przystania na warunki nowego świata, który pozostawił mało miejsca na wartości drogie wojowniczemu społeczeństwu. W rok później Dwa Legginy wziął udział w ostatniej wyprawie Wron przeciwko Siuksom.

W stylu życia, Jaki panował w rezerwacie, wojownicy Wron nie widzieli wiele dobrego. Dużo Ciosów powiedział, że serca jego ludu upadły na ziemię, kiedy odeszły bizony, zaś Dwa Legginy wyraził pogląd, jaki każdy wojownik miał o życiu na jednym miejscu: Później nic się już nie wydarzyło. Tylko wegetowaliśmy. Skończyły się wyprawy wojenne, polowania na bizony, rabowanie koni Pieganom i Siuksom. Nie ma już o czym opowiadać. W takich okolicznościach służba w armii Stanów Zjednoczonych pozwalała na jakąś ucieczkę od szarej codzienności. Wielu wojowników zgłaszało się na zwiadowców, by nie osiąść na roli. Od czasu bitwy z Custerem grupę zwiadowców regularnie zaciągano do oddziału stacjonującego w forcie Custer i przez kilka lat służyli jako regularni żołnierze kompanii L Pierwszego Pułku Kawalerii aż do jej rozwiązania w 1895 roku.

Przez dziesiątki lat wydawało się. że Wrony ulegną zagładzie z rąk silniejszych wrogów, którzy otaczali ich ze wszystkich stron, a których agresję wywołały obejmujące cały kontynent zmiany. Wrony jednak przetrwali. Epidemie i wojny złamały Czarne Stopy, militarna klęska i wyniszczenie bizonów uczyniło to samo z Siuksami i Czejenami. Sami zdziesiątkowani chorobami i wojną. Wrony zachowali swą tożsamość, kulturę i nieco ziemi. Ich rezerwat leżał (i nadal leży) w sercu kraju, o który walczyli. Pomoc duchów opiekuńczych i okresowe sojusze z sąsiednimi plemionami pomogły im opierać się Czarnym Stopom i Siuksom, ale dopiero usadowienie się Amerykanów na północnych Równinach usunęło to zagrożenie. Sojusz ze Stanami Zjednoczonymi dał plemieniu trwałą nadzieję obrony ojczyzny przed starymi wrogami. Plemię przetrwało żeby sprostać nowemu wyzwaniu w okresie, gdy zagrożenie jego tożsamości l kultury przybrało inny charakter, lecz równie realny i trwały jak lata najazdów Czarnych Stóp i Siuksów.



Przetłumaczył Aleksander Sudak

Artykuł ukazał się w "Tawacinie" Nr 2/1994