Numer 10/99



INDIANIE CROW W FOTOGRAFII I MALARSTWIE

Richard Albert Throssel (1882-1933)

Urodził się w Marengo w stanie Washington, w jego żyłach płynęła krew francuska i Indian Cree. W 1902 roku Throssel odbył podróż do rezerwatu Crow w Montanie, odbył ją w celu zmiany klimatu na bardziej suchy oraz po to by spotkać swojego brata który był tam urzędnikiem. W 1905 roku Throssel został zaadoptowany przez plemię Crow, Indianie nadali mu imię Esh-Quon-Dupash czyli, Zabija-wewnątrz-Obozu. W czasie swojego pobytu w rezerwacie Throssel kupił sprzęt fotograficzny, a także zapisał się na korespondencyjny kurs fotografii. Również 1905 poznał Edwarda S. Curtisa, który udzieli mu pierwszych lekcji fotografowania. Curtis W tym czasie pracował nad monumentalnym dziełem pt. "The Vanishing Race and North American Indians" i zaprosił Throssela do swojego studio w Seattle na kolejne lekcje fotografii.
W roku 1909 komisarz do spraw Indian R. G. Valentine wyznaczył Throssela na fotografa Indian Crow i zlecił mu robienie zdjęć plemienia na potrzeby "Kampanii przeciwko Gruźlicy". Niedługo potem Throssel założył własne studio fotograficzne - "Throssel Photocraft Company" w Billings w Montanie i rozpoczął pracę zarobkową jako fotograf. Usiłował także przyciągać swoich potencjalnych odbiorców sprzedając swoje zdjęcia w formie pocztówek, ilustracji, a także dając pokazy przeźroczy, które organizował w swoim zakładzie.

Fotografie Richarda Throssela

Crow dość wcześnie zdobyli reputację tzw. "dobrych Indian" współpracując jako zwiadowcy armii Stanów Zjednoczonych - zwłaszcza z generałem Georgiem A. Custerem w czasie jego operacji przeciwko Siuksom w roku 1876 (przed bitwą nad LittleBig Horn).
Throssel pokazał życie Crow tak jakby od wewnątrz. Dokumentował szeroko pojmowaną kulturę, a swoimi zdjęciami dostarczył dowodów w dyskusji o zmianach adaptacyjnych w rezerwacie Crow. Wiele z jego prac zostało połączonych z tematami (tekstami) pozornie nie mającymi związku z fotografowaniem.
Kolekcja w większości składa się z materiałów dotyczących pracy fotograficznej Throssela wśród Crow i północnych Czejenów w latach 1902-1933. Kolekcja składa się z 2481 fotografii, szklanych negatywów, slajdów. Materiały te prezentują życie wiosek, ceremonie, a także portrety. Obecnie na ten zbiór składa się kilka kolekcji:
-Little Bighorn National Mounument
-Życie Billings
-Throssel i jego rodzina
-Farmerstwo
-Sceneria południowej Montany i północnego Wioming (1902-1920)

Imiona indiańskich dzieci - Richard Throssel

Opowieści które usłyszałem dotyczące tego w jaki sposób indiańskie dzieci otrzymywały swoje imiona były bardzo urozmaicone i fantazyjne.
Najczęściej matka nazywała swoje dziecko imieniem pierwszej rzeczy jaką zobaczyła po porodzi. Cóż za fantazja. Np. spotkać można było imiona pochodzące od: ogniska, dymu, derki, tyczek od tipi, wiatrownic, otworu dymnego, a także innych rzeczy które ujrzała po oszołomieniu.
Długie indiańskie imiona zostały skrócone wiele lat temu przez pracowników Biura Agencji w rezerwacie Crow zostawili oni tylko ich niewielką część. I tak imiona te stały się podobne do nazwisk białych oczywiście z małymi wyjątkami i tak: Frost, Snow, White, Green, Brown, Long, Robbins, When, Mulehouse, Bull, Gun, Spear są niewątpliwie pozostałością dłuższych indiańskich imion, ale z białych których znam tylko jeden mógłby zgadnąć ich znaczenie sięgając w głąb w epokę kamienną - Karol Darwin.
Imię u Indian Absarokee (za wyjątkiem opisanym powyżej) zazwyczaj było nadawane dla uczczenia ważnych wydarzeń, a nadawane było jeszcze przed ukształtowaniem się płodu. Stąd czasem można spotkać dziwne imiona które mają prawdopodobnie właśnie taką genezę.
To będzie historia imienia małej dziewczynki której zrobiłem zdjęcie... A nazywała się Śpiewa-dla-Ciebie-Magiczną-Pieśń (Sing-to-You-Pretty-Song) to właśnie jej indiańskie imię, które można zinterpretować jako ładną, albo dobrą pieśń stosownie do znaczenia tego wyrazu w zdaniu (fleksja). W tym przypadku myślę jednak że oznacza to pieśń "czarującą" lub "magiczną" - wszystkie rodzaje pieśni jakie śpiewa się w czasie cierpienia.
Oto ta opowieść: Szalona-Szwagierka (Crazy-sister-in-Law) dziadek tej szczęśliwej, małej dziewczynki wyruszył kiedyś na polowanie zupełnie sam. Pojechał daleko i bardzo się zmęczył, w rezultacie czego zaczął być trochę nieostrożny. Miało okazać się to dla niego złe, w dawnych czasach, w czasach wojen międzyplemiennych płaciło się życiem za to iż nie było się wiecznie czujnym. Nic nie upolował i postanowił wrócić do domu, przejeżdżając przez wzgórze spostrzegł na równinie około dwudziestu konnych Piegan (jedna z grup Czarnych-Stóp przyp. tłum.). Indianie Piegan zobaczyli go dokładnie w tym samym momencie. Odwrót był niemożliwy, mógł im powiedzieć że był sam. Mógł zejść z konia i stojąc na ziemi udawać, że z nim są także inni Crow. Tak czy tak jego podróż się skończyła, "czas coś z tym zrobić" - pomyślał. Sam przeciwko dwudziestu, miał zamiar raczej zginąć niż uciec, a przy okazji w tę ostatnią podróż zabrać jeszcze wroga. Spojrzał na swój muszkiet i zaczął śpiewać swoją pieśń śmierci. Jeźdźcy czekali myśląc że są w pobliżu inni Crow, czekali aż ci przyjadą by rozpocząć walkę. To było z ich strony bardzo rozsądne - znać liczbę przeciwników zanim rozpocznie się walkę. Szalona-Swagierka skończył śpiewać swoją pieśń śmierci i rozpoczął śpiewanie magicznej pieśni proszącej o pomoc i z myślą "Zakończmy to!!" ruszył wprost w środek grupy jeźdźców. Niepewność wraz jego nieprzewidywalnym zachowanie zadziwiło jeźdźców, otworzyli swój szereg i pozwolili mu przejechać bez żadnych problemów. Mijając ich zranił jednego strzałem i popędzając konia ruszył w kierunku domu. Był już dość daleko zanim jeźdźcy zorientowali się że był sam i ruszyli za nim w pościg. Wjechał w końcu na bezpieczniejsze dla niego tereny, natomiast sytuacja w jakiej znaleźli się Piegan była coraz bardziej niebezpieczna. Szalona-Szwagierka zatrzymał swój magiczny woreczek, opiekując się nim i trzymają go gdy mała śmiejąca się dziewczynka przyszła na świat i nadał jej imię wychwalające jego magię i opisujące czasy w których przeciwstawił się grupie dwudziestu Piegan - zawsze kiedy wymawiano jej imię. To imię brzmiało Śpiewa-dla-Ciebie-Magiczną-Pieśń. Biały-Człowiek-Go-Goni (White-Man-Runs-Him) jest ostatnim z żyjących zwiadowców Custera (w momencie gdy autor pisał ten artykuł oczywiście - przyp. tłum.) w służbie wojskowej jeszcze na parę chwil przed bitwą nad potokiem LittleBig Horn. Jego imię jest zrozumiałe dla każdego kto je słyszy, ale biali myślą że on był ścigany przez jakiegoś białego, tymczasem to jego ojciec Byk-Przewodnik (Bull-Chief), i jak to było w zwyczaju Crow nadano je dla upamiętnienia jakiegoś zdarzenia, było ono nadane jego synowi jako kpina z Byka-Przewodnika. Dawno temu w czasach gdy pierwsi handlarze przybyli do kraju Crow, czuli oni się tam bezpiecznie, podróżowali samotnie ponieważ Crow przyjmowali ich jak swoich przyjaciół i nie niepokoili ich. Przyjeżdżali oni (handlarze - przyp. tłum.) dość często do obozu Crow, zazwyczaj był to chudy wysoki biały handlarz, którego Indianie obdarzyli imieniem Żuraw (Crane). Będąc sam w indiańskim kraju Żuraw musiał zachowywać się odpowiednio, jednocześnie nie mógł dopuścić się żadnych oznak tchórzostwa.
Podczas jednego z handlów powstała sprzeczka między nim, a Bykiem-Przewodnikiem, której finałem mogła być walka. Żuraw zdawał sobie sprawę, że nie może zabić lub zranić Byka-Przewodnika, w takim przypadku mógł się spodziewać odwetu ze strony rodziny lub nawet całego plemienia. Doprowadzony do ostateczności wyciągnął długi nóż taki jakich używali łowcy bizonów i zgrzytając zębami, rozpoczął przemowę skierowaną do Byka-Przewodnika opisując jak wiele ran mógłby mu zadać zanim walka dobiegnie końca. Byk-Przewodnik oddał pola, a Żuraw ścigał go po całym obozie przeklinając i wyjąc za nim, ale tak by go nie dogonić. Rok później kiedy przyszedł na świat syn Byka-Przewodnika ludzie z wioski szybko nazwali go Biały-Człowiek-Go-Goni imię to było wymierzone w ojca i dotykało tylko jego. Kolejne imię o którym chciałbym opowiedzieć było nadane podczas adopcji do plemienia Crow ok. 20 lat temu przez Indianina o imieniiu Byk-nie-Upada (Bull-Dont-Fall-Down). Imię to brzmi Esh-Quon-Dupash, czyli Zabija-wewnątrz-Domu (lub Obozu). Imię to ma swoje korzenie w przeszłości w czasach walk międzyplemiennych, gdy trwały wojny o przeżycie między Siuksami, a Crow. W tych czasach Siuksowie mogli się czaić w pobliżu obozu i kiedy kobiety szły po drewno lub zbierać jagody mogli próbować je porwać. Jeśli się broniły, a tak zazwyczaj było mogli je zabić, a nawet oskalpować. By z tym skończyć posłano wiadomość do Siuksów by w czasie swoich działań wojennych zaniechali takich praktyk, jednak dopóki będą one trwały Crow w zemście będą zanosić śmierć do obozów Siouksów. Niedługo potem kolejna kobieta Crow została zabita, Wiele-Dotknięć (Plenty-Coups), Język-Byka (Bull-Tongue), i Byk-nie-Upada wyruszyli by wziąć odwet. Pojechali do kraju Siuksów, znaleźli ich obóz i czekali nadejścia nocy. Wchodząc do tipi w którym trwała uczta, trzymali swoje karabiny odbezpieczone i nabite, krzycząc ostrzegawczo, otworzyli ogień do ucztujących, po czym w pośpiechu opuścili to miejsce. Napisanie o tym było dla mnie sprawą osobistą poniewarz znałem osobiście wszystkich trzech bohaterów tej opowieści, a imię to dostałem od Byka-nie-Upada. Wyjątek od opisanych zasad nadawania imion mogły być wtedy gdy nadanie imienia traktowano jak podarunek, a także wtedy gdy ktoś sobie zapracował na dane - popularne imię pochwalne, jak nasz sędziwy Wiele-Dotknięć. A nie było to jego młodzieńcze imię, otrzymał je gdy był wojownikiem, gdy wykazał się dzielnością i odwagą dokonując wszystkich czterech wodzowskich wyczynów wojennych, nie jeden raz ale kilka, Indianie zaczęli go nazywać Wiele-Wyczynów (Many-Achievements), francuscy traperzy nazywali go Wiele-Dotknięć (Plenty-Coups), co było pisane przez amerykanów Plenty-Coos ale to nie ma większego znaczenia. Zasłuży on sobie na swoje indiańskie imię Wiele-Wyczynów co w języku Crow brzmiało Alex-Ahoos. Tak imiona Absarokee upamiętniają ich czyny(...)


Tłumaczenie i opracowanie: Przemysław Bartuszek
Opracowanie wirtualne: Krzysztof "Żuczek" Kolba



Opracowanie wirtualne Absaroki nie zawiera pełnych tekstów. Są to większe, bądz mniejsze fragmenty. Nie zawiera tez wiekszości zdjęć. Opracowanie to ma na celu zachęcić do zakupu pisemka. Obecnie Absaroka jest wydawana dosyć nieregularnie ale coraz bardziej profesjonalnie. Niektóre egzemplarze maja ponad 20 stron.

Istnieje możliwość zakupu archiwalnych numerów Absaroki w cenie 3zł/egz. Chetnych proszę o kontakt pod adresem: kolba@interia.pl lub telefonicznie pod numer: 0 608487541