Numer 14/01



Colin G. Calloway
Nosiciel Szabli i "Powstanie" Wron w 1887 roku. (fragment)


W historii amerykańskiego zachodu "zajście" z Nosicielem Szabli doczekało się jedynie przelotnej wzmianki. Nie budzi to większego zdziwienia, gdyż działalność skromnego szamana Wron i stłumienie jego krótkotrwałego buntu odbyło się w cieniu dramatycznych i krwawych walk nad Littie Bighorn i Wounded Knee. Jednak fakt, że doszło do powstania plemienia zawsze pokojowo usposobionego względem białych i to w pełna, dekadę po ustaniu indiańskich wojen na północnych Równinach, wymaga pewnego wyjaśnienia.

Dla Jednych Nosiciel Szabli (Sword Bearer) był zwykłym oszustem i awanturnikiem, który wykorzystywał przesady współplemieńców i czemu na czas położyło kres wojsko Stanów Zjednoczonych. Inni widzieli w nim wizjonera (głęboko świadomego rozgoryczenia panującego wśród Indian północnych Równin, a w jego wystąpieniu starcie starego z nowym. Młodzi wojownicy opowiedzieli się za nim rzucając dramatyczne wyzwanie rzecznikom rządu, pragnącym zniszczyć dawne sposoby życia i starym wodzom opowiadającym się za ugoda, i dostosowaniem do nowej rzeczywistości.

31 sierpnia 1887 roku, dokładnie na miesiąc nim Nosiciel Szabli wywołał wrzenie w rezerwacie Wron, Henry E. Williamson, tutejszy agent, wysłał swój coroczny raport do Komisarza do Spraw Indian. Postęp był "wolny, nader wolny" - donosił - przekonany był jednak, że za sprawa. zdolnych i oddanych swej pracy agentów można w krótkim czasie dokonać wiele dla "ucywilizowania" Wron. Przepowiadał, że agencja "wkrótce już zapełni się farmami o wygodnych domach i urządzeniach całkowicie umożliwiających Indianom dostatnie życie po tym, jak rząd cofnie swa. opiekuńcza dłoń"

Wychodząca w Billings Daily Gazette podzielała optymizm agenta. Ludzie, przywykli do widoku "kradnących Indian", wałęsających się koło Billings, będą przyjemnie zaskoczeni. kiedy udadzą się do agencji nad Little Bighorn, jakieś 65 mil dalej na wschód, gdzie "tradycyjny koc rzucono w kąt... a młodzi farmerzy noszą cywilizowany strój i obcięte włosy." Jednak i William-son i Daily Gazette nie wzięli pod uwagę problemów od dawna nurtujących mieszkańców rezerwatu Wron.

W latach osiemdziesiątych XIX wieku Wrony byli narodem przeżywającym głęboki kryzys, żyjącym na gruzach swego dawnego świata. Przez ponad sto lat ich wojownicy walczyli w obronie swego pięknego kraju przed licznymi i potężnymi wrogami. Koniec międzyplemiennych wojen i ujarzmienie Siuksów w końcu lat siedemdziesiątych przez wojsko przyniosły Wronom bezpieczeństwo, ale życie w rezerwacie nawet bardziej zagroziło ich kulturze i wystawiło na dalsze próby. Wojownicy nie mieli już możliwości wykazania się podczas bitwy i na polowaniu, toteż bytowanie w rezerwacie nie miało dla nich żadnego uroku. Ostatnie stado bizonów znikło w 1884 roku i cieszący się kiedyś dobrobytem, ruchliwi Wrony musieli żyć z rządowych przydziałów, licznie umierając na grypę, gruźlicę i bronchit.

Społeczeństwo Wron zetknęło się ze stale wzrastającym naporem ze strony agentów rządowych, misjonarzy, nauczycieli, farmerów i "przyjaciół Indian". Niecierpliwi reformatorzy w pełni podzielali opinię wyrażoną w 1884 roku przez agenta Wron, Henrego J. Armstronga, że "prośby i tłumaczenia Indianom, by porzucili swe pogańskie życie" nie mają żądnego sensu i trzeba ich do tego zmusić. W fatach 1883-1884 Armstrong przeniósł agencje Wron ponad 120 mil na wschód, ku dolinom rzek Little Bighorn i Bighorn, gdzie rezerwat ma najlepsze tereny pod uprawę ziemi i gdzie będą się mogli osiedlić i zrobić coś dla siebie". Kulminującym punktem kampanii przekształcenia Indian w niezależnych obywateli Stanów Zjednoczonych, mogących "zrobić coś dla siebie" było uchwalenie w lutym 1887 roku ustawy Dawesa o ogólnym podziale ziemi (Dawes Generał Allotment Act).

Podstawowym celem ustawy było położenie kresu plemiennej własności ziemi, przyznanie gruntu poszczególnym rodzinom, zaś reszty "zbywających" ziem białym osadnikom. Wywołało to ostry sprzeciw wielu przywódców Siuksów, z Siedzącym Bykiem na czele, którzy udali się do plemion z północnych Gór Skalistych i Wielkich Równin, wzywając je aby nie godziły się na dzielenie ziemi. Miernicza komisja agenta Jamesa H. Howarda mało co zdziałała pośród Wron latem 1887 roku, zaś jesienią doszło do zamieszek w agencjach Yankton, Crow Greek j Lower Brule. Wielu Wron lękało się, że władze chcą wyzuć ich z reszty ziemi. Nastroje w agencji Wron uległy zdecydowanie pogorszeniu, kiedy Indianie oskarżyli agenta Williomsona o malwersacje, nadużywanie alkoholu oraz obelżywe postępowanie. Spory co do wydawania zezwoleń na wypas bydła i kłusownictwo białych wzmagały napięcie. Jak często bywało podczas zamieszek, w pierwszej kolejności zaatakowano "mężów Indianek" (squaw men) jako intrygantów sprzeciwiających się dzieleniu ziemi. 30 września, trzydzieści dni po tym jak agent Williamson wysłał swój raport, młody wojownik imieniem Cheez-chi-paliesh zadał kłam słowom urzędnika, że nic nie zakłóca spokoju w agencji Wron.

Cheez-chi-paliesh czyli Owijający Się Swym Ogonem (Wrap Up His Tail) w 1887 roku liczył sobie dwadzieścia cztery lata. Był zdaje się półkrwi Bannokiem i dotąd nie zdobył sobie szczególnej pozycji wśród Wron. Powody, dla których nagle stał się tak znany, nie są w pełni jasne, ale - jak inni indiańscy wizjonerzy - musiał doznać jakiegoś objawienia, które przekonało 90, że jest prorokiem i zbawcą swego ludu. Latem 1887 roku kilku młodych Wron wzięło udział w Tańcu Słońca Czejenów, podczas którego Cheez-chi-paliesh wykazał się takim męstwem, że Czejenowie podarowali mu uświęcona czerwona, szablę. Z innych przekazów wynika, że ten Taniec Słońca odbył się w jednej z agencji Siuksów. Sam wojownik utrzymywał, że szablę tę otrzymał od Wielkiego Ducha podczas wizji, w której ujrzał jak Syn Porannej Gwiazdy ścina nią drzewa. Miało to oznaczać, iż amerykańscy żołnierze będą. kłaść się przed jego szabla/ a on i jego zwolennicy tak długo mogą. się niczego nie obawiać, jak długo będzie nosił tę broń.

Cheez-chi-paliesh przyjął imię Nosiciela Szabli i zaczął umacniać swa. sławę szamana i proroka. Swych zwolenników oczarował dowodami nadludzkiej mocy, jako. obdarzył go Wielki Duch i która pozwalała mu przewidywać burze i zapowiadać niezwykłe wydarzenia. Nawet jego przeciwnicy nie wątpili o prawdziwości tych przepowiedni, ale starali się jakoś logicznie je wytłumaczyć, bądź przypisywali je zbiegowi okoliczności i szczęściu. Dla białych uroszczenia Nosiciela Szabli były wymysłami szarlatana, ale dla Wron, w których świecie nie istniała żadna granica między "przyrodzonym" a "nadprzyrodzonym", to co mówił było całkowicie wiarygodne. Wizje odgrywały kluczową rolę w życiu plemienia i w każdym pokoleniu istnieli szamani czyli batse maxpe. których cechowała niezwykła moc.

Nosiciel Szabli wkrótce pozyskał sobie niezadowolonych wojowników, szukających ucieczki od beznadziejnego życia w rezerwacie. Ładny Orzeł (Pretty Eagle), naczelny wódz, przyznawał, że jego współplemieńcy boją się czarów Nosiciela Szabli, a wieści o jego mocy i czynach dotarły nawet do Czejenów.
On i jego przyjaciele przyczynili już wojsku nieco kłopotów w czerwcu 1887 roku, kiedy odprowadzało ono z agencji Wron goszczących tam Siuksów z nad Rosebud Greek i agent Williamson ostrzegł ich przed podobnym postępowaniem w przyszłości. Niezadowolenie ich sięgnęło szczytu we wrześniu, po tym jak Nosiciel Szabli poprowadził dwudziestu dwóch wojowników na wyprawę po konie Piega-nów w rezerwacie Czarnych Stóp w północnej Montanie. Pokolenia walk sprawiły, że porywanie koni stanowiło nieodłączny element kultu wojownika i nikt nie myślał od razu go porzucić tylko dlatego, że rząd uparł się, by plemiona osiadły w rezerwatach i zaprzęgły się do pługa. Tylko rok wcześniej Wrony zagarnęli Pieganom blisko dwieście koni, co doprowadziło do ich odwetowej wyprawy w głąb kraju Wron. Biali z Montany lękali się, że te działania będą się nasilać i że z tej okazji będą ginąć stada z ich własnych rancz.

30 września wojownicy Nosiciela Szabli wrócili w triumfie z wyprawy, z porwanymi Pieganom sześćdziesięcioma końmi. Swe zwycięstwo obchodzili wyjątkowo hałaśliwie, a ich zachowanie stało się groźne, gdy usłyszeli, że agent Williamson chce ich uwięzić. Według jednego źródła nadgorliwość Williamsona "sprawiła, że żarząca się w sercach ich wszystkich zaciekła nienawiść do niego buchnęła potężnym płomieniem." Wieczorem, kiedy w agencji przygotowywano się do wydawania przydziałów w dniu jutrzejszym, wtargnęło tam piętnastu lub szesnastu wojowników z Nosicielem Szabli na czele, wszyscy przybrani i pomalowani jak do bitwy. Zaczęli strzelać po dachach budynków grozić Williamsonowi oraz innym pracownikom. Jeden wymierzył ze strzelby w pierś agencyjnego tłumacza, a potem wystrzelił tuż nad Jego głową

Nazajutrz, l października, Williamson posłał po żołnierzy z fortu Custer i zadepeszował do komisarza do spraw Indian, żądając natychmiastowego aresztowania Indian. Pułkownik Nathan A. M. Dudley, komendant fortu Custer. skierował do agencji stu żołnierzy Pierwszego Pułku Kawalerii pod dowództwem kapitana Maxa Wessendorfa. Straż przednia oddziału, w sile dziewięciu ludzi, zastała Indian w groźnej postawie. zaś na wzgórzu, wznoszącym się na zachód od agencji gotowych do ataku jeźdźców. Młodzi wojownicy Wron zaczęli tłoczyć się wokół żołnierzy, najwyraźniej chcąc wywołać walkę. W tak groźnej sytuacji zimna, krew zachował major C. H. Barstow, który wystąpił naprzód i przemówił do wodzów Nosa Byka (Bull Nose), Tajemniczej Wrony (Medicine Crow), Frędzli (Fringe), Wodza Byków (Bull Chief) i Byka Idącego Na Polowanie (Bull Goes Hunting). Ci, "przepychając się przez tłum, wybijali na łbach swych pony taki capstrzyk. że przez pół minuty obrady upodobniły się do burzy gradowej." Indianie rzucili się do tyłu i przenieśli za rzekę starców, kobiety i dzieci. Bezpośrednie niebezpieczeństwo minęło, kiedy zjawił się z głównym oddziałem Wessendorf, ale młodzi wojownicy w dalszym ciągu zachowywali się wyzywająco i Nos Byka (Bull Nose) znów musiał użyć całego swego wpływu, by nie dopuścić do rozlewu krwi.

Kiedy napięcie zelżało, część wojska odeszła z agencji. Oficerowie otrzymali rozkazy, by chronić pracowników i dobytek agencji i nikogo nie aresztować bez dalszych poleceń, 3 października Williamson zakazał kupcom z fortu Custer sprzedawania Wronom amunicji. Pułkownik Dudley czekał rozkazów z Waszyngtonu i zapewniał mieszkańców doliny Yellowstone, że nie ma żadnego niebezpieczeństwa. Dowodzący Dywizjo. Missouri generał Alfred E. Terry oraz dowódcy pozostający z dala od terenu działań, uważali, że cała sprawa powinna zostać wnikliwie zbadana. Terry był zdania, że istnieją głębsze przyczyny wzburzenia Wron, zwłaszcza, że plemię było "lojalne" wobec Stanów Zjednoczonych podczas wojen z Siuksami. Wobec sprzecznych doniesień, napływających z miejsca wydarzeń, rząd skierował tam swego specjalnego wysłannika Franka E. Armstronga.

Krążące po terytorium Montany i budzące lęk pogłoski wieszczyły powstanie Indian. Obywatele mówili, że rządowi nie spieszy się do załatwienia całej sprawy, a miejscowa praso postrzegała ja jako próbę ogniową i wyzwanie rzucone Wydziałowi do Spraw Indian (Indian Departament). Daily Gazette oświadczyła, że władze w Waszyngtonie nie doceniają powagi sytuacji w agencji, gdzie "wśród Wron panuje głębokie niezadowolenie." Gazeta w następujących słowach wzywała do udzielenia plemieniu lekcji, której nie powinno zapomnieć".
"Nie pora już na ckliwe sentymenty i karząca dłoń sprawiedliwości winna dotąd spoczywać na tych Indianach, aż całe plemię Wron zobaczy, że ich poszanowanie na zawsze udzieliło się ich buntowniczym sercom." Zdaniem gazety zaistniałe wypadki stanowiły jeszcze jeden argument za udostępnieniem ziem rezerwatu białym osadnikom.
W połowie października donosiła ona, że niepokoje zdają się nasilać, a dzielenie ziemi służy tylko za pretekst do ich kontynuowania. Zupełnie pomijając odwieczne waśnie między wronami Siuksami ostrzegała czytelników, że może dojść do powszechnego powstania w agencjach wschodniej Montany i zachodniej Dakoty;

"Na dany znak może się zebrać ponad 12 000 wojowników Siuksów, a każdy wie, że wpływ Siedzącego Byka na Wrony jest taki, iż może ich sobie pozyskać w każdej chwili..." Z północy, z Kanady, tamtejsi agenci donosili o zdecydowanie wrogich nastrojach wśród Krwawych (Blood) i Czarnych Stóp (Blackfoot) nad którymi nie mogli zapanować. Daily Gazette tłumaczyła te "znaki czasu" fiaskiem polityki Stanów Zjednoczonych wobec Indian i wyrażała nadzieję, że ministerstwo wojny "podejmie bardziej stanowcze kroki, aby skończyć z tą nostalgią za piórami i wojenna barwą." Niemniej była zdania, że takie zajścia będą nieuniknione, nim Indianie na dobre nie osiądą w jednym miejscu, gdyż "jak chmury róż chodzą się po ciężkiej burzy, tak i one będą przychodzić i odchodzić, aż Indianin w pełni pojmie, że od zagłady uchroni go przemiana w białego człowieka."

Nastroje w agencji Wron nadal nie ulegały poprawie. Pogłoski o krążących w pobliżu wojownikach Pieganów sprawiły, że plemię dla większego bezpieczeństwa zaczęło stawiać tipi wokół jej budynków. Nosiciel Szabli przebywał w górach "odprawiając czary", zaś jego zwolennicy tańczyli taniec wojenny i rośli w siły każdego dnia. Reszta plecienia nie zdawała się jednak darzyć ich większa, sympatia/ a wielu starszych Indian wręcz chciało ukarać Nosiciela Szabli. Wojsko oczekiwało w pogotowiu dnia wydawania przydziałów, lecz minął on bez zakłóceń. 8 października agent Howard swe sprawozdanie do komisarza do spraw Indian zakończył tym, ze Nosiciel Szabli "to bardzo zły Indianin i jeśli nie zaaresztujemy jego i jego zwolenników, wtedy wszelki postęp. Jaki poczyniliśmy z Indianami ulegnie zahamowaniu na całe lata, a cały naród Wron czeka kompletna demoralizacja." W połowie października Nosiciel Szabli zszedł z gór, gdzie rozmawiał z duchami przodków i rozbił obóz jakie sześć mil na południe od fortu Custer. Jego wojownicy prezentowali się "niezwykle wojowniczo", ale pułkownik Dudley był pewien, że da sobie z nimi radę w kilka godzin, jeśli otrzyma na to zgodę.

18 października Daily Gazettę powiadomiła, że szybkie i zdecydowane aresztowanie prowodyrów zapobiegło buntowi w agencji Brule, gdzie Indian wzburzył widok geodetów szykujących się do dokonania pomiarów. Mogło to być lekcja dla opieszałych władz z Billings, gdyż nic tak nie deprymuje Indian jak przekonywujący pokaz siły i pozbawienie ich przywódców. Przywódcami tymi są. zazwyczaj czarownicy, którzy torturami i umartwianiem doprowadzają, się do stanu szalonej odwagi, która jednak nie udziela się większości ich zwolenników. Kiedy ujrzą, oni swego nie lękającego się kuł proroka martwego lub w kajdanach, wówczas ich zapał do walki stygnie tak bardzo, że pragną, pokoju za wszelka, cenę." Zdaniem gazety tylko siła. można przemówić do Indian, "zaszczepić im lęk i posłuszeństwo, a potem cywilizację." Wielkimi nagłówkami pochwaliła ona decyzję natychmiastowego usunięcia z rezerwatu dziesięciu goszczących tam Assiniboinów, która, podjął agent Armstrong, nazywając ja. pierwszym krokiem w celu przywrócenia spokoju.

Wieczorem, 19 października, agent Williamson przesłał pułkownikowi Dudleyowi dzienne sprawozdanie. Tłumacz Tom Stewart w rozmowie z szefem policji Wron Chłopcem. Który Porywa (Boy That Grabs) i kilkoma policjantami dowiedział się, że Nosiciel Szabli z blisko trzydziestoma wojownikami, kobietami i dziećmi odszedł do agencji Cze-jenów nad rzeko. Tongue. W obozie Wron opowiadano, że wyznaczył on na śmierć czterech ludzi z agencji, jeśli ktoś spróbuje go uwięzić. Tymi czterema byli Chłopiec, Który Porywa oraz Nos Byka i Stary Pies (Old Dog), (gdzie czwarty - przyp. red.) którzy wstawili się za białymi, kiedy doszło do zamieszek. Indianie odpowiedzialni za ich wywołanie znajdowali się teraz w różnych okolicach rezerwatu, nad Littie Bighorn i Bighorn oraz nad potokiem Pryor . Prasa donosiła, że Nosiciel Szabli pojawił się nad rzeka. Tongue w nader licznym otoczeniu; miał mieć ze sobą. blisko setkę wojowników gotowych do wojny. Prosił Czejenów, aby mógł odtańczyć, wraz z nimi taniec na znak przyjaźni, ale Dwa Księżyce

(Two Moons), wódz gospodarzy, nie życzył sobie żadnych kłopotów i nie wyraził zgody. Wro-ny spodziewali się najpewniej życzliwej neutralności o ile nie czynnej pomocy Czejenów na wypadek walki, ale ci nie byli skłonni stanąć u boku odwiecznych nieprzyjaciół. Niemniej dowodzący Departamentem Dakoty Thomas Howard Ruger, generał brygady, na wieść o tym, że niezadowoleni Wrony szukają, przymierza z Czejenami, natychmiast skierował żołnierzy do agencji nad rzeką Tongue. Kiedy pierwsze sprawozdania o zamieszkach w agencji Wron dotarły do Waszyngtonu, generał porucznik Phil Sheridan udał się do St. Paul, zamierzając przyjechać do fortu Custer, jeśli będzie tego wymagać sytuacja

Jednak po otrzymaniu dokładnego raportu od generała Rugera uznał, że jego osobista interwencja nie jest konieczna. Polecił Rugerowi udać się na miejsce z tak przeważająca siła. , by znieść wszelki opór w zarodku. Miał on również zwerbować do trzydziestu wojowników Wron jako zwiadowców, co "wpłynęłoby na uspokojenie ich młodzieży." Wtedy także specjalny wysłannik Armstrong zadepeszował do ministra spraw wewnętrznych L..C. Lamara, popierając zdanie Howarda i zalecając uwięzienie Nosiciela Szabli i jego siedemnastu najbliższych stronników. Lamar zwrócił się do ministerstwa wojny o podjęcie natychmiastowych działań.

21 października Ruger wyruszył do fortu Custer, aby zaaresztować zbuntowanych Indian. Nikt nie przypuszczał, by całe plemię Wron przystąpiło do wojny, ale Ruger nie był pewien, jakie zdominują, je nastroje i nie miał pojęcia, jak wielu stanie w obronie aresztowanych współplemieńców. Postanowił przed wyruszeniem do akcji wezwać posiłki. Do fortu Custer zaczęły napływać silne oddziały wojska, zaś czterdziestu żołnierzy stacjonujących w agencji Wron przystąpiło do sypania okopów i stawiania szańców, spodziewając się rychłego ataku.

W miarę napływania nowych oddziałów wojska, widocznym było, że nadchodzi rozstrzygnięcie. Sto jeden rodzin nie pojawiło się w dniu wydawania przydziałów, ale powodem ich nieobecności był raczej lęk aniżeli wrogość. Większość plemienia porzuciła swe domy i pola, zbierając się w wielkich obozach nad rzekami Bighorn i Littie Bighorn. Zwiadowcy donieśli, że Nosiciel Szabli ma ze sobą blisko dwustu wojowników i obozuje nad Littie Bighorn w pobliżu obozowiska Custera. Wojsko z fortu Custer gotowało się do wyjścia w pole za kilka dni, oczekując odpowiedniej pogody. Oficerowie zdawali sobie Sprawę, że to co się dzieje to nie "dziecinna zabawa;" takich przygotowań do wojny nie było od 1876 roku. Daily Gazette od początku postrzegała całą sprawę jako "próbę sił między Indianami a rządem" i cieszyła się, że zaczai on działać tak energicznie. Wykazując niewiarygodną niewiedzę co do roli Wron podczas kampanii 1876 roku, podniecała się wizja ich zadania im miażdżącej klęski "na miejscu ich dawnych zwycięstw - na pobojowisku Custera." Uważała, że uwięzienie i upokorzenie buntowniczych Wron skończy z wyprawami po konie i przekona Indian raz na zawsze, że dawne czasy odeszły bezpowrotnie.

Wojsko nie spodziewało się poważniejszego oporu, ale nikt nie miał całkowitej pewności. Jak zachowa się reszta plemienia. Armstrong sądził, że do boju nie stanie więcej niż czterdziestu wojowników, a generał Terry, że może stu, ale kilku wodzów oświadczyło, że poprze szamana. Ładny Orzeł (Pretty Eagle) ostrzegł, że wielu jego ziomków ruszy z pomocą Nosicielowi Szabli. jeśli żołnierze spróbują go aresztować. Władze szybko postarały się o odosobnienie Wron i dwudziestu Gros Ventre, którzy przebyli Yellowstone w końcu października. Zostali uwięzieni do czasu, aż nastał kres zamieszaniu.

Po wydarzeniach 30 września blisko trzy czwarte plemienia zgromadziło się nad rzeką Bighorn, kilka mil na południe od agencji. Za wyjątkiem poru młodych wojowników, którzy udali się do obozów nad Bighorn, większość tych, co należała do Górskich Wron wodza Plenty Coupsa, pozostała w zachodniej części rezerwatu. Plenty Coups. którego agent Williamson nazywał "postępowym, zaradnym Indianinem" zdecydowanie potępił sprawców rozruchów. W tym okresie przemian odegrał on kluczową rolę . Biali uważali go za "dobrego Indianina." wywierającego pozytywny wpływ na współplemieńców. a Pretty Eagle stale zwracał się do niego o radę. Kiedy w agencji doszło do wybuchu, posłano od razu po Plenty Coupsa. Pułkownik Dudley miał nadzieję, że nie dojdzie do żadnych działań przed przybyciem wodza, nie znaleziono go jednak i nie pojawił się na czas. aby zapobiec walce.

Naciskany przez starego wodza Głuchego Byka (Beaf Bull) i wojennego wodza Szaloną Głowę (Crazy Head). którzy sprzeciwiali się ugodowej polityce wodza Plenty Coupsa, Nosiciel Szabli znalazł się w ślepej uliczce. Wiedział, że nie może bez końca rzucać wyzwania wojsku, lecz gdyby się teraz poddał, wystawiłby się na pośmiewisko, zdradził, że jego moc jest słaba i dał niezasłużone zwycięstwo wodzowi Plenty Coups i jego zwolennikom. Żołnierze pełnili wciąż codzienną służbę w forcie Custer, lecz gotowi byli w pół godziny ruszyć w drogę, a przy siodłach kawalerzystów znajdowały się zapasy na dziesięciodniowa. wyprawę. Oficerowie pragnęli ruszyć w pole i większość z nich zadała śmierci Nosiciela Szabli. Większość Wron zastygła w biernym oczekiwaniu na rozwój wydarzeń. Generał Ruger lękał się, że oderwane, prowadzone na chybił trafił aresztowania doprowadza, do ucieczki plemienia. Po naradzie z Armstrongiem i agentem Williamsonem postanowił zatem zebrać je w agencji i "tutaj rozstrzygnąć ostatecznie cała. sprawę." Wydano polecenie, aby wszyscy Wrony zjawili się w agencji 4 listopada. Rozeszły się plotki, że Indianie sprzeciwiają się temu, że zabijają, białych, a obywatele Billings postanowili powołać pod broń kompanię milicji. Jednak w wyznaczonym dniu wszyscy Wrony przybyli na miejsce, oprócz grupy Plenty Coupsa i kilku maruderów. W tym czasie w agencji stacjonowało dziewięć szwadronów kawalerii, sześć kompani piechoty i dwie baterie dział Hotchkissa. Choć w indiańskim obozie panował spokój, Wrony spodziewało się walki i wielu usypało szańce koło tipi. Nosiciel Szabli uwijał się konno i głosił, że przejedzie przez agencje i stanowiska żołnierzy i nikt mu w tym nie przeszkodzi. Wokół agencyjnych zabudowań stanął łańcuch policji pod dowództwem Chłopca. Który Porywa z zadaniem aresztowania Nosiciela Szabli jak tylko się pojawi. Gdyby się opierał, policjanci mieli go od razu zastrzelić.

4 listopada William Hamilton. człowiek pogranicza, co latami żył wśród Wron, zaszedł do redakcji Daily Gazette i oświadczył, że wraca z rozmów z "wrogami." Indianie mówili, że będą walczyć tylko w ostateczności. Byli nędznie uzbrojeni i więcej z nich było skłonnych go opuścić niż popierać. Tego samego dnia Siuksowie Hunkpapa zebrali się w agencji Standing Rock, by zastanowić się nad sytuacja/ Uważano, że Siedzący Byk będzie przemawiał za wojna/ jeśli pozyska sobie wystarczająco wielu wojowników. Siedział jednak spokojnie w kręgu rady, kiedy jego rywal Żółć oświadczył, że gdy dojdzie do walki, on stanie po stronie żołnierzy przeciw jego starym nieprzyjaciołom - Wronom.

Sprawy miały się zdecydowanie ku końcowi. Wojsko chciało odnaleźć i aresztować dziewiętnastu Indian: Nosiciela Szabli, Głuchego Byka (uważanego za właściwego sprawcę niepokojów) i siedemnastu uczestników tamtej wyprawy po konie. Nikt się nie spodziewał, że skapitulują. oni bez walki, toteż wszystko zależało od tego, jak przebiegną, aresztowania. W agencji znajdowało się dwa tysiące Indian. "Jeśli teraz wpadną. w panikę, rankiem nie będzie tu mnóstwa tipi i za nic nie sprowadzimy ich z powrotem." Władze uparcie bagatelizowały wpływ Nosiciela Szabli, utrzymując, że nie ma się co obawiać powszechnego powstanie, ale tak naprawdę nie zdawały sobie sprawy z tego, jak bardzo jest on głęboki. Armstrong zmienił wyrobione sobie zdanie po rozmowie z kilkoma wodzami, z której dowiedział się, że moc Nosiciela Szabli jest "po prostu cudowna." Indianie znajdowali się w niezwykle ponurym nastroju i nie byli skłonni do rozmów, ale Ładny Orzeł powiedział, że Wrony lękają się Nosiciela Szabli:

"To wielki człowiek, kłaniają mu się wszystkie stworzenia, a ziemia drży, gdy dokonuje wielkich czynów. Mówi, że zniszczy białych żołnierzy, a potem tych Indian, którzy mu się sprzeciwiają."

Generał Ruger postępował z całą rozwagą Gdyby doszło do starcia, "spokojni Indianie mogliby stanąć w obronie swego proroka, co - zdaniem Daily Gazette - mogłoby przynieść zagładę prawie całemu plemieniu Wron". Rozstrzygnięcie nastąpiło następnego dnia, 5 listopada. O godzinie dziesiątej rano generał Ruger wysłał do obozu Wron szefa zwiadowców Jamesa Campbella i tłumacza imieniem Tytoniowy Sok (Tobacco Juice) lub Tytoniowy Jake z prośba, aby wodzowie i wybitniejsi wojownicy przybyli na naradę. Po krótkiej rozmowie do kwatery Rugera udało się ich kilkunastu, w tym Ładny Orzeł, Szalona Głowa i Stary Kearney. Armstrong oświadczył im, że przysłał go tu z Waszyngtonu Wielki Ojciec, aby załagodził cały spór, ale skoro nie chcą. wydać sprawców niepokoju, on wszystko przekazuje w ręce wodza żołnierzy. Zażądał, by Szalona Głowa sprowadził swego syna Znającego Swe Czyny (He Knows His Coups), który był jednym z powstańców. Ruger dodał, że ma rozkaz aresztować winnych zaistniałego zamieszania i daje wodzom półtorej godziny na ich sprowadzenie, a potem będzie to musiał zrobić sam. Wodzowie udali się na naradę.

Kiedy obradowali, niektórzy Indianie zwinęli tipi i udali się bliżej agencji. Główny obóz ciągnąc się na przestrzeni mili, na zachodnim brzegu Littie Bighorn, mając poniżej siebie, od północnej strony, zabudowania agencji. Ładny Orzeł rozbił się obozem o milę dalej w dolinie, aby swych ludzi utrzymać z dala od zaburzeń. Doradzał umiarkowanie i próbował przekonać poszukiwanych ludzi, aby poddali się sami, lecz nadaremnie. Widać było z dala, jak młodzi wojownicy przybywają. do miejsca, gdzie radzą. wodzowie. Kiedy stało się oczywistym, że Indianie nie wrócą/ swoje pozycje zaczęły zajmować Pierwszy Pułk Kawalerii pułkownika Dudleya i batalion Piątego Pułku Piechoty majora Snydera. Na górujące nad wioska, wzgórze zaciągnięto oba działa Hotchkissa i wojsko zastygło w oczekiwaniu na ruch Indian.

W ciągu dziewięćdziesięciu minut podarowanych przez Rugera wielu młodych wojowników ściągnęło do swego obozu, leżącego najdalej od agencji. Pomiędzy nimi jeździł Nosiciel Szabli, dodając im ducha, widoczny Jak na dłoni. W pewnej chwili Nosiciel Szabli pogalopował w stronę wojska, z pióropuszem łopoczącym na wietrze. Żołnierze stali w niepewności, patrząc jak jedzie wokół nich, podrzuca do góry swą szablę i chwyta ją za rękojeść, a potem chroni się w szeregach Wron.

Po jakimś czasie Nosiciel Szabli wyjechał z obozu na czele blisko stu pięćdziesięciu Indian. Generał Ruger poczytał ten ruch za próbę ucieczki między wzgórza i wysłał im na spotkanie pułkownika Dudleya. Indianie wydali nagle okrzyk, wystrzelili w powietrze na znak, że chcą walczyć, rozproszyli się i w szalonym galopie popędzili w dolinę Bighorn. Szwadrony E i K Pierwszego Pułku ruszyły, aby im zastąpić drogę, lecz wojownicy zawrócili konie i w odległości pół mili zaczęli przejeżdżać przed frontem wojska, krzycząc i strzelając. Działa Hotchkissa otworzyły ze wzgórza ogień...

(...)

Redakcja i opracowanie: Wiesław "Niedźwiadek" Karnabal
Tłumaczenie: Aleksander Sudak
Opracowanie wirtualne: Krzysztof "Żuczek" Kolba



Opracowanie wirtualne Absaroki nie zawiera pełnych tekstów. Są to większe, bądz mniejsze fragmenty. Nie zawiera tez wiekszości zdjęć. Opracowanie to ma na celu zachęcić do zakupu pisemka. Obecnie Absaroka jest wydawana dosyć nieregularnie ale coraz bardziej profesjonalnie. Niektóre egzemplarze maja ponad 20 stron.

Istnieje możliwość zakupu archiwalnych numerów Absaroki w cenie 3zł/egz. Chetnych proszę o kontakt pod adresem: kolba@interia.pl lub telefonicznie pod numer: 0 608487541