Numer 9/99



PLENTY COUPS MÓWI, OPOWIEŚĆ WODZA Z PLEMIENIA CROW (fragment)

Wilk (Wolf) fot. E.Curtis 1909r.

Opowieść pierwsza: Leczenie rannego Wojownika.
Podczas pogoni za czterema zwiadowcami Pikuni (Czarne Stopy) Wilk (The Wolf) został on postrzelony w pierś. Jego rana była tak poważna, że był leczony przez Biorącego Wiele (Takes Plenty) człowieka mocy (medicine man) z plemienia Crow. Wyjaśniając to cudowne wylecze-nie, wódz Wiele Dotknięć (Plenty Coups) powiedział: "tak wiele rzeczy było robionych w dawnych czasach przez dobrych i mądrych ludzi. Nikt teraz nie rozumie jaką mądrość posia-dali ci ludzie (medicine man) zanim przybyli biali i zmienili nasz świat. Walka była skończona, ale Wilk - dobry człowiek leżał na śniegu w kałuży krwi, a nasze serca były przy nim. Podnieśliśmy go ze śniegu i otarliśmy jego usta z krwi. "Spróbuj go uratować" - powiedział Koń Gros Ventre (Gros Ventre Horse) do mojego wuja Biorącego Wiele - jednego z naszych ludzi mocy, zdjął piękny naszyjnik i zawiązał go na mojej szyi (nie było w zwyczaju ofiarowywanie prezentów bezpośrednio człowiekowi mocy za jego usługi, dlatego też w spo-sób prezentujący naszyjnik dostał go Wiele Dotknięć spokrewniony z człowiekiem mocy). "Spróbuję, ale najpierw musimy zabrać go z kraju Pikuni" - powiedział Biorący Wiele, jedno-cześnie odwiązując mały skórzany woreczek z koszuli Wilka. Umysł Wilka jeszcze funkcjono-wał ale on sam był on bliski śmierci. Dziura od kuli w jego piersi krwawiła, krew ciekła też z jego ust i nosa, kiedy Biorący Wiele otworzył woreczek wyjął z niego trochę suszonego Kwiatu-którego-Bizon-nie-będzie-jadł i trochę innego rodzaju kwiatów, ale nie wiem jakich i włożył mu je do ust. Następnie stanął plecami do wiatru i dmuchnął w kierunku piersi Wilka. Potem zaczął go okrążać, po 1/4 okrążenia stanął i powtórzył tą czynność, tak samo w poło-wie okrążenia i w 3/4 okrążenia, za każdym razem brał porcje obu kwiatów dmuchał nad Wil-kiem, który leżał na plecach z otwartymi oczami. Wiedziałem, że rozumie co się dzieje i mia-łem nadzieję że wszystko będzie dobrze. Biorący Wiele parsknął jak bizon i skoczył ponad ciałem Wilka, i zauważyłem jak ranny prze-wrócił oczami i próbował się ruszyć, wyglądało to jakby chciał usiąść. Ale Biorący Wiele na-wet na niego nie spojrzał skakał znowu i znowu ponad jego ciałem za każdym razem prychając jak bizon "Przynieście mi bizonią skórę z ogonem" - powiedział do nas wszystkich. Gdy przy-nieśliśmy skórę wziął ją od nas. Potrząsnął ogonem zanim spojrzał w oczy Wilkowi, prychnął jak bizon i znowu skoczył przez ciało Wilka. Wtedy ten bardzo słabym ruchem wyciągnął rękę by dosięgnąć bizoniego ogona. Biorący Wiele nawet nie spojrzał, ani nie zareagował. Czułem jak Wilk w duszy woła "Pocze-kaj, poczekaj !!!" , ale on nadal nie patrzył, i stał odwrócony tyłem do Wilka, który sięgał co-raz dalej i dalej w kierunku ogona, aż w końcu usiadł. Zrobiłem krok by mu pomóc, ale Biorą-cy Wiele zatrzymał mnie, jego wzrok był skierowany w zamglone oczy rannego które stawały się coraz jaśniejsze. Znowu próbował chwycić ogon, aż zataczając się stanął o własnych siłach - bez niczyjej pomocy. Zaczęli obaj chodzić wolno po okręgu. Biorący Wiele bez patrzenia na ich drogę potrząsał ogonem bizona przed oczami Wilka i powiedział do mnie "rozepnij jego koszulę". Zrobiłem to, słysząc jego oddech wydobywający się z dziury w piersiach, którą zro-biła kula, następnie cofnąłem się, a Biorący Wiele stanął niedaleko od Wilka i powiedział do Wilka żeby się przeciągnął. Kiedy to zrobił ciemna-czarna krew zaczęła wyciekać z rany na śnieg. Kiedy zaczęła lecieć krew czerwona mój wuj zatamował ją przy użyciu kwiatów z wo-reczka. Wilk bez pomocy nikogo szedł z nami "Czuję się dobrze" - powiedział i nasze serca zaczęły śpiewać z radości.

Wiele Dotknięć (Plenty Coups) fot. E.Curtis 1909r.

Opowieść druga: Zaliczanie dotknięć na rannym bizonie.
Wśród Indian Równin istniał pewien zwyczaj wojenny polegający na dotykaniu wroga. Wielu Indian nosiło wierzbowe kije udekorowane piórami nazywane "laskami dotknięć". Dotknięcie żywego wroga ręką lub "laską dotknięć" było największym honorem dla wojownika. Mniejszą wartość miało zabicie wroga lub jego oskalpowanie, a także kradzież koni. Wojownik który dokonał tego czynu (dotknięcia) mógł dekorować w specjalny sposób swoje pióra, a także malować twarz tak że każdy współplemieniec mógł od razu zorientować się co do jego wojen-nych wyczynów. Wiele Dotknięć sławny wódz Wron pierwszy raz dokonał tego wyczynu doty-kając rannego bizona w wieku 9 lat, gdy osiągnął wiek dorosły ten czyn przestał się liczyć ponieważ nie został dokonany na człowieku (wrogu). Pewnego dnia gdy na drzewach wiśnie były czarne, a śliwki czerwone, mój dziadek jechał przez wioskę i zwoływał 20 starszych chłopców, każdego po imieniu. Bizoni - Biegacze byli nieobecni w wiosce od dnia przerwy (day break), domyśliliśmy się co nas czeka "Weźcie swoje konie i jedźcie za mną" - powiedział mój dziadek jadąc w kierunku prerii. Jechaliśmy szybko, nic jednak nie zobaczyliśmy dopóki dziadek nie wyprowadził nas za wzgórza. Wtedy dostrze-gliśmy krąg jeźdźców około sto metrów przed nami, otaczali oni ogromnego Bizona. Wiedzie-liśmy że był ranny i cierpiący, a przez to bardzo niebezpieczny i kiedy go zobaczyliśmy nacierał na mężczyznę na koniu, zaczęliśmy się bać o to co się stanie dalej. Przekroczyliśmy krąg jeźdźców i skierowaliśmy się naprzeciw byka, bardzo tym zdenerwowany tak na nas natarł że się szybko wycofaliśmy. Mężczyźni zaczęli się śmiać gdy próbowaliśmy jeszcze raz podejść byka i to sprawiło że poczułem się bardzo mały. Mężczyźni znowu otoczyli byka i dopiero teraz zobaczyłem drzewiec strzały wbity głęboko w jego bok, tak głęboko, że wystawały tylko lotki, a krew z rany sączyła się na ziemię. "Zejdź z konia" - powiedział do mnie dziadek - " Spokojna głowa i szybkie nogi pozwolą ci uderzyć byka w miejsce gdzie zaczyna się jego ogon. Bądź szybki i uważaj na siebie. Młodzieniec który tego dokona i sam nie zostanie ranny może liczyć na to że zostanie mu przyznane dotknięcie na byku". Jako pierwszy zsiadłem z konia. Patrząc na byka delikatnie i powoli zdjąłem koszulę i leginy (upadły tam gdzie stałem). Stałem ubrany tylko w przepaskę z łukiem w prawym ręku. Delikatnie zrobiłem krok pozby-wając się leginów, jednocześnie myśląc o tym iż więcej mogę ich nie zobaczyć - miałem niecałe dziewięć lat. Wydawał się, jakby "wiedział", że teraz może mnie zabić i zaczął kopać ziemię i ryczeć, zacząłem się ostrożnie przesuwać w tą samą stronę co on. Nagle przestał kopać, a jego ryk osłabł. Przyszedł na spotkanie ze mną, w jego zielonych oczach widać było ból i złość. Widziałem krew kapiącą z jego boku, teraz nie była już czerwona ale zmieszana z żółcią. Sta-nąłem, wydawało się że to (moje zachowanie) zakłopotało byka i on również się zatrzymał. Patrzyliśmy na siebie, słońce grzało w moje nagie plecy. Żar z równin tańczył na rogach i gło-wie byka, mocno sapał a jego boki podnosiły się i opadały, w jego pysku była krew, a ja wie-działem że mężczyźni na mnie patrzą. Czułem na sobie ich wzrok. Pomyślałem "Muszę coś zrobić". Jeden, dwa kroki. Trawa pod moimi stopami była miękka i gęsta. Trzeci krok "Jestem Absaroka, Mam serce niedźwiedzia Grizzly" - Mówiłem sam do siebie. A wtedy on zaatakował , wynurzył się z chmury kurzu uderzyłem byka w początek ogona!!! Ale znalazłem się w jesz-cze większym niebezpieczeństwie niż przedtem. Dwaj inni chłopcy znajdowali się teraz za by-kiem ale on obrócił się i ruszył w moim kierunku. Ucieczka byłaby głupotą. Stałem więc nieru-chomo i czekałem. Byk zatrzymał się bardzo blisko mnie i ryknął, wydmuchując krwistą pianę z nosa. Inni chłopcy widząc w jakim niebezpieczeństwie się znalazłem nie ruszali się. Byk znaj-dował się nie dalej niż cztery długości łuku ode mnie, moje serce biło jak bęben. Przesunąłem się w prawo. Natychmiast zaatakował, ale odskoczyłem w lewo na przeciw niego i uderzyłem go kiedy mnie mijał. Tym razem zacząłem uciekać wzdłuż mężczyzn na siedzących na koniach, miałem całe plecy w krwistej pianie. Miałem dość.


Na podsrawie: "Cry of the Thunderbird" Charles'a Hamiltona

Tłumaczenie i opracowanie: Przemysław Bartuszek
Opracowanie wirtualne: Krzysztof "Żuczek" Kolba



Opracowanie wirtualne Absaroki nie zawiera pełnych tekstów. Są to większe, bądz mniejsze fragmenty. Nie zawiera tez wiekszości zdjęć. Opracowanie to ma na celu zachęcić do zakupu pisemka. Obecnie Absaroka jest wydawana dosyć nieregularnie ale coraz bardziej profesjonalnie. Niektóre egzemplarze maja ponad 20 stron.

Istnieje możliwość zakupu archiwalnych numerów Absaroki w cenie 3zł/egz. Chetnych proszę o kontakt pod adresem: kolba@interia.pl lub telefonicznie pod numer: 0 608487541