Moje teksty i tłumaczenia


PRETTY-SHIELD

Frank B. Linderman


ROZDZIAL 1

Podpaliłem ogień w starym piecyku stojącym w rogu pokoju nieużywanego już budynku szkolnego w agencji Wron kiedy Pretty-shield (Piękna Tarcza) weszła ze swą tłumaczką Goes-toegether (Idąca-razem), żoną Deer-nose (Jeleni Nos) sędziego Indiańskiej Policji. Byłem odwrócony tyłem do drzwi, a do tego marcowy wiatr wiejący z Prerii trzaskał framuga okna tak głośno, że nie usłyszałem kroków mokasynów do momentu, kiedy stanęły za mną. Poczułem ulgę. Obiecały, że przyjdą ale znając nieśmiałość indiańskich kobiet byłem pełen obaw czy mnie nie zawiodą.
- Zimny dzień - powiedziałem zdawkowo.
- Tak -odpowiedziała Goes-toegether, a Pretty-shield powiedziała coś szybko w języku Wron.
- Ona chce wiedzieć jaki jest powód, że życzyłeś sobie z nią porozmawiać - powiedziała Goes-toegether opierając się o ścianę.
- Chciałbym aby opowiedziała o sobie, wszystko co zdarzyło się od czasów z dzieciństwa - odrzekłem wkładając kawałki węgla drzewnego do otworu piecyka.
- Ach! Więc będziemy tu siedzieć aż do śmierci! - roześmiała się Pretty Shield. Wiele rzeczy przeżyłam. Jestem starą kobieta kronikarzu.
- Właśnie dlatego pragnę twoich opowieści, Pretty-shield - powiedziałem przysuwając trzy solidne krzesła do stołu. Pragnę tylko opowieści kobiety, kobiety, która wiele widziała.
Usiadła przyglądając się jak przygotowuje papier i tuzin zaostrzonych ołówków, wydawała się poważna. Zaproponowałem papierosa.
- Nie - odpowiedziała. Moja matka nie paliła i ja też nigdy nie będę.
Wówczas jakby dla podkreślenia swej wypowiedzi naciągnęła ciaśniej koc na swoje odkryte ramiona.
- I nie wiem czy whisky jest słodkie czy kwaśne - dodała miałem wrażenie odrobinę zgryźliwie - Mów językiem znaków do mnie a do Goes-toegether w języku Wron.- powiedziałem językiem znaków.
Nagle jej koc opadł z ramion. "Dobrze" pokazała gestami, jej oczy mówiły mi, że doskonale rozumie powód dla którego ją o to poprosiłem. Nigdy go nie zapomniała. Jej język gestów potrafił opowiedzieć historie tak jakby używała słów.
Usiadła głębiej w fotelu, jej oczy były błądziły po wnętrzu pokoju jakby w zakłopotaniu. Zauważyłem, że początek może być trudny, Pretty-shield wierciła się w miejscu i może zrezygnować z opowieści. Musiałem namówić ja jakąś okrężna drogą aby opowiedziała o sobie i nie mogę czekać. Zadałem jej pierwsze pytanie dotyczące społecznych zwyczajów u Wron.
- Powiedz mi jak mąż traktował poślubiona szwagierkę? - zasugerowałem.
- Ach, już myślałam że nie chcesz mnie pytać. - roześmiała się tak naturalnie, że poczułem się uspokojony.
- Mężczyzna według prawa plemiennego nie mógł rozmawiać ze szwagierka, która była zamężna i analogicznie ona nie mogła z nim rozmawiać. Jeśli któreś chciało przekazać drugiej osobie wiadomość musiała być ona przekazana przez brata kobiety jeśli posiadała w przeciwnym razie przez kogoś innego. Czasami mąż i żona oraz szwagierka ze swym mężem mieszkali w jednym domostwie i wówczas prawo było trochę inne gdyż mieszkali razem. Taka sama zasada tyczyła się teściowej. On nie mógł z nią rozmawiać podobnie jak ona, nie mogli nawet siedzieć razem w jednym domu. To ostatnie prawo było rzadko łamane, ale z czasem zostało zapomniane.
- A czy mężczyzna, który poślubił kobietę miał prawo domagać się poślubienia także jej niezamężnych sióstr? - zapytałem.
- Tak, jeśli tego chciał i przekonał ich krewnych, że potrafi się nimi dobrze zaopiekować - odpowiedziała. W tej sprawie kobiety miały niewiele do powiedzenia. Mężczyzna chcący poślubić kobietę szedł najpierw do jej ojca, czasami oferując konie, a czasami po prostu nic. Jeśli ojciec kobiety sądził, że ten młody mężczyzna jest człowiekiem godnym rozmawiał o tym z jego krewnymi (klanowymi) i dopiero gdy oni się zgodzili ogłaszano małżeństwo i robiono uroczystość. Dla młodej pary stawiano nowy dom, nawet jeśli mężczyzna posiadał już dwa albo trzy domy z mieszkającymi w nich kobietami, a nawet dziećmi. Kiedy umierał ojciec kobiety wówczas najstarszy syn zajmował miejsce ojca i podejmował decyzję we wszystkich sprawach związanych z małżeństwem. Kiedy kobieta została już wzięta przez mężczyznę otrzymywała od jego rodziców prezenty, nawet konie i piękne ubrania.
- Gdzie się urodziłaś - zapytałem aby mogła jakoś rozpocząć swoja historie.
- Urodziłam się po drugiej stronie rzeki Big Missouri przy ujściu strumienia Plum w miesiącu, w którym lód schodzi z rzeki (Marzec) tej zimy kiedy Yellow-calf (Żółta Łydka) i jego wyprawa wojenna została wybita przez Lakotów (Sioux). Według rejestrów Old Agency mam 74 lata.
- Moja matka nazywała się Kills-in-the-night (Zabijająca Nocą) a ojciec Crazy-sister-in-law (Szalona Szwagierka). Mieli jedenaścioro dzieci. Byłam ich czwartym dzieckiem.
- A twoje imię? - zapytałem.
- Według naszego zwyczaju w czwartym dniu mojego życia dziadek Little-boy-strikes-with-a-lance (Mały Chłopiec Uderzony Lancą) dał mi na imię Pretty-shield. Tarcza mojego dziadka była przepiękna i miała wielka moc. W połowie czerwona, w połowie niebieska. Nocą ta wojenna tarcza była zawsze zawieszana na siedzisku. Za dnia była zawsze blisko zawieszona na trójnogu z tyłu tipi, który naturalnie był skierowany na wschód.
- Imienia kobiety nie zmieniano kiedy była mała. Jeśli dziecko było słabe i rodzice obawiali się o jego życie, wówczas prosili jednego z dziadków o zmianę imienia aby mu pomóc.
- Czy kobiety nadają imiona dzieciom? - zapytałem.
- Tak, czasami - odpowiedziała. Obdarzone mądrością kobiety miały takie prawo. Ja nadałam imiona swoim dzieciom i wszystkim moim wnukom. Wszystkie te imiona dały mi moje zwierzęta opiekuńcze - mrówki. Słucham narodu mrówek nawet dziś i często słyszę jak nazywają siebie dobrymi imionami. Nigdy ich nie zapomnę.
Poruszyła swoim krzesłem spoglądając na wielki piec, który dopiero teraz ogrzewał cały pokój. Zamknąłem szyber w piecu zastanawiając się czy już czas zapytać o jej magiczny sen.
- Kiedy byłam małą dziewczynką byłam bardzo chorowita i zmieniono moje imię - wtrąciła się Goes-toegether - odwracając moja uwagę. Później urosłam bardzo silna, dodała poważnie.
Nie mogłem wyobrazić sobie Goes-toegether jako słabowite dziecko. Jest tęgą, otyłą kobietą o wiele cięższą niż Pretty Shield.
- Opowiedz mi o swoim dzieciństwie Pretty-shield - powiedziałem. Zacznij od najwcześniejszych wspomnień. Uśmiechnęła się. Jej oczy były pełne radości. - Kiedy przyszłam na świat byliśmy szczęsliwymi ludźmi kronikarzu. Było duzo jedzenia i potrafilismy się śmiać. Teraz wszystko się zmieniło. Spróbuje jednak zacząć od pierwszej rzeczy jaką pamietam.
- Mniej więcej w czasie kiedy przyszłam na świat moja ciotka Strikes-with-an-axe (Uderzona Tomahawkiem) straciła dwie małe dziewczynki. Zabili je Lakoci podobnie jak jej męża. Ciotka, która była siostra mojej matki płakała przez długi czas, chudła i słabła, aż wkońcu moja matka oddała jej mnie aby wyleczyc jej serce. Ciotka należała do grupy Rzecznych Wron. Czy wiesz, że jeszcze przed moimi narodzinami (około 1830r.) z powodu sprzeczki Wrony podzielili się na dwie grupy: Rzecznych i Górskich? Ja urodziłam się wsród Górskich Wron a ciotka pochodziła z grupy Wron Rzecznych.
- Pamiętam moment kiedy wyruszyłam z ciotką do Rzecznych Wron pomimo, że nie miałam jeszcze 3 lat. Ta rozłaka z matka i siostrami nie była taka rzeczywista gdyż obie grupy Wron często się spotykały. Spotkania te dawały mi okazje spotykania się z rodziną, wiec byłam szczęśliwa, może nawet szczęśliwsza niż gdybym była cały czas w domu. Dom mojej ciotki był bardzo duży, żyła w nim samotnie do momentu kiedy ja z nią zamieszkałam. Potrzebowała mnie choć wiedziała, że byłam za mała aby jej w czymkolwiek pomóc.
- Dobrze pamietam pierwsze zebranie klanów Wron po tym jak opuściłam matkę aby życ z ciotką. Było to wiosną. Obwoływacz jechał na pięknym gniadym koniu przez dużą wioske i obwieszczał ludziom aby przygotowali się do wyruszenia w góry. Jego słowa mieszały się z moimi myślami, że znów sobaczę się z matka i siostrami. Czułam się szczęśliwa. Ciotka od razu zaczęła się pakowac i w końcu złozyliśmy jej tipi.
- Jakże ja kochałam te podróże, szczególnie gdy klany spotykały się w specjalnie wybranym miejscu, które zawsze było przepiekne.
Odwróciła się by wyjrzec przez okno na szerokie Równiny zasłonięte przez gigantyczne topole, które otaczały Agencję Wron, w jej oczach pojawiła się zaduma.
- Obwoływacz jechał przez wioske oznajmiajac ludziom by byli dotowi do wymarszu rano. W każdym domu oczy dzieci świeciły się radosnie. Mężczyźni siadali aby się naradzic, kobiety zaś podchodziły pod drzwi tipi aby podsłuchać gdzie będzie rozbite nastepne obozowisko, wszyscy cieszyli się rozmawiając do czasu udania się na spoczynek. Na długo przed wschodem słońca w każdym tipi paliły się ogniska, setki koni przyprowadzono z tetentem, wszyscy byli bardzo zapracowani. Złożyliśmy tipi, poukładaliśmy wszystko w pakunki i załadowaliśmy na włóki. Ho! W drogę, wyruszylismy za mężczyznami do nowego obozowiska, a dzieci bawiły się miedzy nami. Pakowanie i wymarsz to bardzo ciężka praca tak samo jak rozpakowywanie, stawianie tipi i układanie wszystkiego w nowym miejscu na nocleg. Ale pomiędzy tymi pracami odpoczywaliśmy na naszych koniach podróżnych. Podczas podróży kobiety często się odwiedzały. Na Równinach było mnóstwo miejsca i ludzie mogli podróżować ramię w ramię. Istniało jednak niebezpieczeństwo ataku przez naszych wrogów dlatego daleko z przodu oraz po bokach i za nami szły nasze wilki, które ostrzegały nas przez niespodziankami w czasie podróży. Mężczyźni czujnie obserwowali wilki kobiety natomiast wpatrywały się w mężczyzn.
- Rozmarzyłam się - powiedziała z usmiechem - zamiast opowiadać. Sprobuje się z tego otrząsnąć.
Wówczas do pokoju wszedł chłopiec w wieku mniej więcej 16 lat z miną pewna siebie. Wystrojony jak filmowy kowboj, dziesiecio-galonowy kapelusz, skórzane mankiety i tym podobne. Zbliżył się do Pretty-shield, powiedział do niej kilka słów w języku Wron, zaczekał aż kobieta wyciągnęla z torebki srebrnego dolara, którego dałą mu bez słowa.
- Mój wnuk - powiedziała Pretty-shield kiedy chłopiec wyszedł. - Mówiłam ci, że wychowałam dwie rodziny wnuków. Ten jest z pierwszej rodziny. Jakoś nigdy nie potrzebuja mnie gdy muszą rozwiązac jakis problem - roześmiała się. Jej pogodna twarz znowu się rozweseliła.

c.d.n