Moje teksty i tłumaczenia


TRANSPORT U INDIAN

Z naszych najwcześniejszych wzmianek wynika, że Indianie transportowali swoje namioty i bagaże na włókach zaprzężonych do psów. Ta samą metodę zastosowano po wprowadzeniu koni. Wówczas Indianie mogli korzystać z większych namiotów i ich ogólny standard życia poprawił się, gdyż byli w stanie przewozić o wiele więcej ekwipunku. W końcu Indianie zdobyli wozy. Chociaż wozem nie można było przejechać przez wyboisty i nierówny teren, jaki uprzednio pokonywały psy lub konie z włókami, podróże takie nie były już konieczne, ponieważ bizony zniknęły a wiele starych szlaków zostało opłotowanych. W dzisiejszych czasach tyczki przewozi się na samochodach lub ciężarówkach, albo wysyła się koleją. Sposoby przewozu w każdym przypadku świadczą o dobrym zmyśle i pomysłowości Indian.

Bardzo uciążliwą stroną przewożenia tipi są tyczki, gdyż potrzeba ich przynajmniej 17, a każda waży od 7.5 do 10 kg. Stwarzają one dość poważny problem z przewozem, ale nie wydaje się, aby Indianie uważali to za trudność wiodąc w swoje nie cywilizowane, nie skrępowane życie na Równinach. Od początku 1800 roku Indianie posiadali już wiele koni, a jeden koń potrafił uciągnąć 8 do 10 tyczek. Obóz indiański z mężczyznami , kobietami i dziećmi oraz całym dobytkiem potrafił poruszać się szybciej i dalej w ciągu jednego dnia, niż robiła to najlepiej wyposażona armia w tamtym czasie.

To niewiarygodne z jaką pędkością potrafionorozwinąć czy złożyć duży obóz. Catlin, opisując nagłe rozłożenie dużego obozu Siuxów pisał: "w czasie wyznaczonym, widać, że szałas wodza trzepoce na wiertrze, to część tyczek zostzła wyjąta. Jest to sygnał; w ciągu jednej minuty można było zobaczyć 600 szałasów, które przedtem były naciągnięte i przymocowane, trzepocące i powiewające na wietrze, a w ciagu następnej minuty wszystkie tipi leżały płasko na ziemi. Ich psy i konie, których mieli dużo, zostały wszystkie spętane natychmiast postawione w gotowości. Każdy został pośpiesznie załadowany wyznaczonym ładunkiem i gotowy, aby włączyć się w wielki pochód".

Wczesne obrazy i szkice ukazują, że grubsze końce pali ciągnięto po ziemi, ale brak jest dostatecznych szczegółów, aby było to całkowicie oczywiste. Ponadto starszyzna powiedziała nam, że tak właśnie było. Pewne jest, że "włóki końskie" czyli travois sporządzano w ten sposób i tą samą zasadę stosowano do travois i do luźnych tyczek.

W różny sposób zabezpieczano tyczki przed zsunięciem się. Czasami wokół każdej tyczki wiązano pętlę składającą się z dwóch węzłów, przy czym tyczki trzymano razem (4-6 tyczek w jednym pęku), a węzły zbiegały się tam, gdzie miały być przymocowane do siodła. Zwykle indiańskie siodło na toboły posiadało część wystającą z przodui z tyłu a trzymało się przy pomocy homąta i rzemienia z uprzęży, przechodzacego za końskim zadem (podobnie jak to wygląda przy zwykłym siodle).Jedną wiązkę tyczek mocowano z jednej strony konia, a drugą po stronie przeciwnej.

Tyczki i pokrycia przewożono na różne sposoby w zależności od asortymentu, jak i praktyczności. Kiedy przewożono wyjątkowo długie tyczki, jedną część umieszczano na przedniej wypukłości siodła, a zwężające się końce tyczek krzyżowały się nad końskim kłębem. Podobnie były przymocowane pozostałe tyczki z drugiej strony. Wokół cienkich końców tyczek pierwszej części wiązano długi rzemień, następnie oplatano go na krzyż wokół drugiej części. W ten sposób zabezpieczano tyczki przed wysuwaniem się gdy były ciągnięte. Jeśli tyczki były bardzo długie, pokrycie było przewożone na osobnych włókach.

Luther Stojący Niedźwiedź (Standing Bear) w swojej książce "Mój naród Siuksowie", wspomina o małych otworach wypalanych w tyczkach, mówiąc, że wszystkie tyczki do tipi mają otworki, aby je przymocować do konia. Nie podaje gdzie na tyczkach znajdowały się te otwory, ale według relacji informatorów, które posiadamy, otwory te musiały znajdować się w miejscu, gdzie tyczki przywiązywano do siodła (byłoby to tuż ponad miejscem krzyżowania się ich w szkielecie). Gdyby otwory te były poniżej miejsca krzyżowania się tyczek osłabiły by je.

John C.Ewers w swoim dziele "Koń w kulturze Czarnych Stóp" zamieszcza ilustracje sposobu w jaki Czarne Stopy przymocowywali tyczki do konia. Pokrycie było najpierw przywiązywane do siodła. Składano tak, że wystawało daleko poza boki konia, a tyczki przywiązywano do pokrycia. W ten sposób odciągano je od końskiej głowy i zadu, aby się z nim nie stykały. Wszystkie tyczki posiadały otwór na ok.13mm. wypalony rozgrzanym żelaznym prętem. Otwór ten znajdował się bliżej cienkiego końca tyczki. Po każdej stronie wieziono po 6 tyczek. Przez otwory w tyczkach przeciągano długi płaski rzemień lub pasek. Następnie oplatano rzemień wokół 6 tyczek przerzucając go ponad pokryciem tipi znajdującym się na końskim grzbiecie. W podobny sposób łączono 6 tyczek po drugiej stronie. Gdy tyczki były wyjątkowo ciężkie przywiązywano po 4 lub5 z każdej strony. Przeciwne końce rzemienia szły pod spodem i były przywiązywane pod końskim brzuchem, jak popręg.

Gilbert Wilson pisząc o Hidatsach zwraca uwagę na podobny sposób przywiązywania tyczek do siodła. Wydaje się że jest to najprostszy i najbardziej efektywny sposób. Wedłyg naszych informacji inne plemiona łącznie z Siuksami stosowały ten sam sposób. Tyczki które zostały przywiązywano do innego konia używając opończy i ścianki aby zrobić pakunek, który zastąpił pokrycie tipi.

Fragment książki Gladys i Reginald Laubin - "The Indian Tipi"